Jesteś tutaj: Home » Kultura » Muzyka » Czesław Śpiewa - wywiad z Czesławem Mozilem 

Czesław Śpiewa - wywiad z Czesławem Mozilem

„Czesław Śpiewa” wywiad, tylko w Modowo.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czesława Mozila zastaliśmy na planie filmowym, podczas kręcenia teledysku w którym zagrał, wspólnie z jedyną w Polsce raperką – „Wdową”. Artysta, który przyjechał po latach do rodzinnego kraju i podbił serca Polaków, wciąż zaskakuję swoją spontanicznością, talentem i urokiem czarującego szaleńca.

 

Czym dla ciebie jest, ta nasza polska, cudowna prowincjonalność, jak ją odkrywałeś?

- To stało się naturalnie. Zawsze marzyłem o tym, żeby mieć możliwość jeżdżenia po Polsce i grać w małych miejscowościach. Tak robiliśmy od 2002 roku. Spotkaliśmy managera, który wysłuchał naszej płyty. I nagle, zaczęliśmy koncertować w różnych mniejszych miejscowościach. Tym sposobem, takie małe miasteczko, które może ma 80 tysięcy ludzi, stało się naszym głównym odbiorcą. W małym miasteczku, obojętnie, czy jesteś bardzo popularnym artystą, wykonawcą, czy też nie, tam zawsze znajdzie się jakaś maluteńka publiczność. A ona jest bardzo ważna, bo ona razem, wspólnie tworzy całą tą polską publiczność.

Dla mnie i dla moich muzyków, to była wielka frajda, po prostu jeździć i dla nich grać. Jak koncertowaliśmy, mieliśmy na koncie może z 18 większych miast w Polsce. Ale tych mniejszych miasteczek, gdzie się dzieje naprawdę dużo, jest coraz więcej. Takich maluteńkich, cudownych, magicznych miejsc, w których ktoś otwiera jakąś knajpę. A to, że ja mogę jeździć i sam tam grać, bez swoich muzyków, albo i z nimi i nie muszę mieć ogromnej sceny. To, że ja mogę odwiedzać maluteńkie kluby i docierać do ludzi całkowicie w inny sposób… Dla mnie, to jest mega fajne.

Gdybyś od początku współuczestniczył w tworzeniu sceny muzycznej, tutaj w Polsce, na naszym podwórku,to byłbyś tym samym Czesławem?

czesław śpiewa wywiad z czesławem mozilem

Dla czytelników Modowo.pl – Czesław Mozil

- Mi się wydaje, że mój sposób myślenia, nie jest typowo Duński. To, co było fajne i mogło mi pomóc, to było to, że ja właśnie, nie byłem od początku w Polsce, więc nie znałem tutejszej sceny muzycznej, nie znałem tutejszych muzyków. I miałem fuksa, że spotkałem później, na swojej drodze wielu ludzi z branży muzycznej, którzy nie tylko uwierzyli we mnie, ale bardzo mi pomogli.

Dużo miałem, takiego przypadkowego szczęścia i bardzo się cieszę z tego. Ale na pewno, nie ma w tym nic sztucznego. Wrażliwość zawsze była blisko mnie i sam miałem duży dystans do siebie samego. Najważniejsze, żeby być wolnym od tego, co się powinno, a czego nie powinno się robić. Na polskiej scenie jest mi dobrze i z pewnością było by inaczej, gdybym nie mieszkał poza granicą. Nie wiem, czy to jest mój sposób na sukces. Ale wiesz… czasami różne zbiegi okoliczności powodują, że jest się taką osobą, jaką się jest. A dopóki ma się odwagę spotykać nowych ludzi, to zawsze jest nadzieja. W tym jest moc.

Na pewno moja niezależność polega na tym, żeby nie trzymać się jakiegoś motta, że takim, a takim jest się muzykiem. To jest kompletna bzdura robić to, na co nie ma się ochoty. Nigdy nie będę się przejmował tym, co moi fani, albo ewentualnie, co branża muzyczna powie. Chcę być niezależny. Ja nie patrzę na to, co się powinno robić i czy coś jest modne, czy nie. Jak mam ochotę wstawić jakąś muzykę w konkretny kawałek, to co ja będę się przejmował tym, że solówki są nie modne? Albo tym, że nie powinienem brać udziału w programie, który będzie, codziennie o godzinie ósmej?

Sądzę, że mam właśnie robić to, na co mam ochotę. A komercja? To ja się pytam, kto jest prawdziwym fanem – ten co jechał 500 km, ze Szczecina do Krakowa? On jest większym fanem? Czy może ten, który zobaczy mnie tu i teraz? Czy ten który był tu w 2005 albo rok później? Czy ci, którzy mnie zobaczyli w programie Wojewódzkiego, albo ci, od których dostaję mnóstwo listów? Od młodych ludzi, którzy nie znali mojej twórczości, ale poznali ją właśnie przez to, że byłem w tym programie. Dla mnie w tym jest moc. Nie chodzi o to, żeby oni stali się fanami „Czesława”. Ale jeśli wiedzą, że robię muzykę, to już jest super i nie jesteś odbierany w ten sposób, że nie robisz ambitnych koncertów.

Wszyscy jesteśmy słuchaczami, jednak patrzymy oczyma, więc jeśli przyjechało się do małego miasteczka na koncert dla 100 osób, to tam mają poczucie, że dzieje się coś ważnego. Wówczas oni wiedzą, że to się robi dla nich. Trzeba trochę się starać, Niech muzyka będzie muzyką i to jest najważniejsze. Reszta to są przypadki. Zobaczymy jak to wszystko się ułoży, Ale na pewno, jak bym miał się kierować zagrożeniem, to bym wielu rzeczy nie zrobił.

Stałeś się bardem, obserwatorem naszej codziennej rzeczywistości. Myślisz, że to co robisz, może być czytelne, dla innych ludzi, gdzieś w innym kraju?

- Mi się wydaje, że tak. Zastanawiam się, czy to w ogóle nie jest zadanie dla każdej muzyki. Rynek jest dla wszystkich. Myślę, że muzyka przekracza wszelkie granice i bariery, więc jeśli dostaję jakąś propozycję to z niej korzystam. Moja koleżanka, która jest z Turcji, studiuje na filmówce w Łodzi i mówi, że poznała „Czesław śpiewa” rok temu w Stambule. Ale nie przez muzykę, tylko przez klipy.

To co ja robię, jest tym co najbardziej czuję. Póki mam możliwość, to śpiewam po polsku. Mój angielski jest niesamowicie dobry, ale nigdy to nie był język moich piosenek. Oczywiście mam marzenie trafić do szerszej publiczności. Ale to już jest całkowicie inna logistyka. Jeżeli ma się to poczuć, to trzeba ciężko na to zapracować. Ci, którzy to zrobili, zapłacili ogromną cenę. Trzeba przez 10 lat jeździć na darmowe trasy po całym świecie. Mi samemu dopiero teraz zaczęło się układać. Mam mocną, bardzo zdolną kapelę. Moi ludzie włożyli ciężką pracę w to, aby stworzyć zespół. Cały czas szukamy tego, kto będzie następną polską gwiazdą za granicą. A może skoncentrujmy się na tym, co mamy dobrego w Polsce? Bo to, że ktoś trafi z polskiej sceny muzycznej za granicę, to nie znaczy, że to jest już dobre.

Pomimo, że działasz na rynku muzyki popowej, twoja twórczość stała się wyznacznikiem wysokiej jakości i zdobywasz fanów już z wyrobioną wrażliwością Zaskoczyło cie to?

Powiem szczerze, że ja całkowicie tego nie kontroluje i nie zależy mi jakoś specjalnie, na tym jak mnie krytycy odbierają. Ale powiem wam, że teraz jesienią zrobię moją najtrudniejszą płytę. I będę przez to różnie odbierany. To będzie zabawa muzyczną konwencją, ewentualnie z poglądami. To jest pytanie z serii: Jak powinien zachowywać się alternatywny artysta? I na co się zgadzać, a na co się nie zgadzać? Czy może grać w reklamie, czy nie? Są tacy, którzy trzymają się takich schematów i poprzez nie słuchają muzyki.

Czy twoja muzyka i koncerty, będą nadal przypominać spektakle muzyczne?

- Nie myślę w takich kategoriach, że moje piosenki mają opisywać jakiś świat, nawet bez tekstu. Ja dalej gram na konsolach. A w Japonii jest taki kompozytor, który komponuję muzykę do gier i jest tam kultową postacią. Ja się cieszę, że ludzie lubią też taką muzykę i uważam, że to jest tak samo godne uwagi.

Jakie masz najbliższe plany zawodowe?

Teraz cieszę się właśnie tym, że jesteśmy na planie, że gram w teledysku z „Wdową”. To jest duża przyjemność.
A jesienią mam nadzieję, że będzie płyta do poezji Czesława Miłosza. W tej chwili go odkrywam, więc to jest taka edukacja. Poznaję teksty Miłosza i zaczynam się bawić konwencją. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego fajna płyta. To nie będzie krążek dla wielkich fanów Miłosza, tylko dla takich, którzy go znają, po prostu tak, jak ja.

Tekst czy muzyka? Co jest ważniejsze w dobrej piosence?

- Obie rzeczy są bardzo ważne… można powiedzieć tak, że jeżeli, będzie bardzo cudowny tekst, a muzyka będzie nudna, to nigdy tego tekstu nie usłyszysz.

Skąd pomysł na udział w teledysku „Wdowy”?

- Małgorzata do mnie zadzwoniła i powiedziała, że… No wiesz, nie zawsze u raperów pojawia się kobieta. A kawałek jest bardzo mocny, z takim filingiem i tez taki będzie teledysk.

/Maciej Jagielski

---