Jesteś tutaj: Home » Kultura » Felietony » Fast Christmas z fast foodem w tle - felieton Marty Zielińskiej 

Fast Christmas z fast foodem w tle - felieton Marty Zielińskiej













F a s t    C h r i s t m a s   z   f a s t   f o o d e m   w   t l e

 

         Czas pędzi jak szalony, kolejne święta, znowu- jak co roku- mikołajowe i przedświąteczne szaleństwo zakupów, ludzie biegają jak oszalałe mrówki w labiryncie olbrzymich hipermarketów w poszukiwaniu prezentów dla najbliższych. Szybko, coraz szybciej, co roku ta ludzka rzeka nabiera rozpędu. Zakupy zamienione przez przezornych handlowców w promocyjną wyprzedaż produkcji, tych wszystkich kosmetyków, perfum, słodyczy - polskich i zagranicznych. Setki zabawek, sprzętu komputerowego, wież grających, aparatów fotograficznych, nowe modele telewizorów plazmowych kuszą swym neonowym blaskiem przyćmiewając nawet  urodę sklepowych choinek. To wszystko oraz torebki, buty, odzież, nawet te noszące logo znanych marek, prawie wszystko „made in China”. Sto dziesięć lat temu Stanisław Wyspiański w „Weselu” pisał: „Chińczycy trzymają się mocno”. Wtedy chodziło o sytuację polityczną, teraz Chiny są potęgą gospodarczą. Inwazja chińskich towarów, widoczna na każdym kroku, co roku większa, sprawia, że pod choinką już coraz mniej swojskich, rodzimych prezentów. Oczywiście znajdzie się może jakaś garstka ludzi, których ucieszy książka pod choinką, z rozrzewnieniem otworzą okładkę, spomiędzy kartek zapach papieru i farby drukarskiej zmiesza się z zapachem igliwia i sianka na białym obrusie. Jednak myślę, że współcześnie dzieci oczekują raczej prezentów o zapachu nowych technologii, niejeden młody człowiek, któremu staroświecka babcia podłoży „od aniołka” pod choinkę coś tak żenującego, jak prawdziwa drukowana książka, rozpakuje prezent i pobiegnie zobaczyć, czy jest jeszcze coś użyteczniejszego: jakaś nowa wypasiona gra, którą można pochwalić się szkolnymi kolegami. Dawniej synonimem obciachu były nieśmiertelne skarpetki, dawane zięciom przez troskliwe teściowe, czyżby teraz tym niemodnym prezentem miały się stać się książki, płyty? Muzykę też przecież można znaleźć w internecie, a i tak nieliczna już garstka czytelników co roku topnieje.


Jest jeszcze szybszy sposób kupowania prezentów niż męczące przemierzanie sklepów, przeglądanie półek i uciążliwe kolejki do kasy: przez internet. Parę kliknięć i kurier przyniesie wybrany prezent: niekoniecznie dokładnie taki jak na zdjęciu monitora, ale co tam.... coś za coś, przynajmniej szybko i bez kłopotu.

Święta to nie tylko prezenty, to cała ta krzątanina przedświąteczna: ubieranie choinki, przygotowywanie wielu potraw, pakowanie prezentów, śpiewanie kolęd, tradycje, obowiązki kościelne dla wierzących, pasterka.

Ubieranie choinki na pewno odbywa się w domach, gdzie są małe dzieci i one to niejako wymuszają..... i na szczęście, bo gdyby nie ich upór skończyło by się zapewne na plastikowym stroiku. Pamiętam , jak kiedyś moja stara sąsiadka, nieco niedołężna już i wiekowa poprosiła mnie o pomoc.... w zdjęciu choinki z pawlacza. Myślałam, że chodzi o plastikowe, składane / oczywiście chińskie, a jakże- drzewko/ jednak o mało nie spadłam z drabiny ze zdumienia, kiedy moim oczom ukazała się zeszłoroczna kompletnie ustrojona choinka w futerale z przeźroczystej folii. Starsza pani , z rozbrajającą szczerością przyznała, że ma ją od wielu lat w takiej niezmiennej postaci przedmiotu ready-made !!! Wygoda przede wszystkim, stwierdziła.


Potrawy świąteczne już też przygotowywane są od początku do końca w domu jedynie przez heroiczne gospodynie domowe przywiązane do tradycji, może  jeszcze gaździny na Podhalu, może starsze pokolenie kobiet, które nie wyobraża sobie Wigilii bez własnoręcznie przygotowanego karpia, ulepionych uszek czy pachnących serników, mazurków i serników świeżo wyjętych z piekarnika.

Przed Wigilią w mało której wannie pływa karp / ze względów praktycznych i humanitarnych /, co akurat jestem w stanie zrozumieć/. Taki biedak ukatrupiany jest już na etapie sklepu. Odpada więc transport szamocącego się nieszczęśnika do domu, jego hegemonia w łazience, kłopotliwa kwestia wyboru domowego terminatora do zamordowania karpia, tudzież konspiracji przed dziećmi i wymyślania dla nich różnych nieprawdopodobnych bajek, co też stało się z ich łazienkowym ulubionym pływającym zwierzątkiem, do którego- jak to dzieci- zdążyły się  już przyzwyczaić.

Czasem w ogóle nie kupuje się karpia, egzotyczne słowo „panga” kusi, tym bardziej że rybka ta pływająca na co dzień w ściekach Delty Mekongu sprzedawana jest w postaci mrożonego fileta bez ości.


Spod mało których drzwi wydostaje się smakowity zapach ciasta. Sklepy i cukiernie prześcigają się w promocjach, a ciasta zdatne do uczty wigilijnej zdarzają się nawet dziesięć i więcej dni przed Świętami. Strach pomyśleć ile taki na przykład sklepowy  sernik ma w sobie chemii zdolnej utrzymać świeżość do daty przydatności....Jak u Bułhakowa w „Mistrzu i Małgorzacie”- to taki produkt tzw. „drugiej świeżości”.Za to odpada cały ten bałagan w kuchni, konieczność tłumaczenia dzieciom po co wałkuje się ciasto, dlaczego mak trzeba mielić, a ser miksować, dlaczego ciasto drożdżowe rośnie w cieple. a kruche daje się do zamrażalnika, po co parzy się wrzątkiem migdały, jak się robi kogel- mogel, do czego się dodaje figi, dlaczego cukier puder jest taki aksamitny, a rodzynki pęcznieją w wodzie i gdzie one właściwie rosną. Unika się pytań o tajemnicze słowo makutra, moździerz, wałek i stolnica. Teraz jest szybciej. Wygodniej. Bez kłopotu.

Tylko dlaczego wyroby cukiernicze wytwarzane w mega hurtowych ilościach przez profesjonalnych cukierników smakują zawsze gorzej niż wypieki babci czy mamy?


Dzieci, których dawniej w tym przedświątecznym rozgardiaszu zawsze było pełno w kuchni i żadna ludzka siła nie mogła ich stamtąd wygnać, siedzą teraz, w ten przedświąteczny czas, przed swoimi komputerami, przeżywając kolejne wirtualne zmartwychwstanie po skutecznym  ataku uzbrojonego po zęby wroga. Signum temporis- cały świat jest uzbrojony, nasze dzieci, choć wirtualnie, też !

Zwolenników choinki plastikowej i prawdziwej pogodzili miłośnicy tradycyjnych stroików, a tych z kolei wypierają praktyczni klienci chińskiej produkcji okrągłych stroików plastikowych na modłę amerykańską wieszanych na drzwiach wejściowych.

Kwestia ozdób choinkowych też odpada, wszędzie już można kupić wszelakie dekoracje / nie trzeba wspominać, że produkowane na Dalekim Wschodzie/. łańcuchy na choinkę kleją już chyba tylko pensjonariusze domów „spokojnej jesieni” albo pacjenci szpitali psychiatrycznych w ramach godzin terapii zajęciowej, może też więźniowie czy też dzieci z wielodzietnych rodzin, których nie stać na chińskie ozdoby. Smutne.....  - to, co było magią przygotowań do Świąt ostało się w miejscach „przymusowego pobytu” , niejako „za karę”.


Nasze polskie bombki choinkowe, ręcznie malowane, emigrują w eleganckich pudełkach jako towar luksusowy  do wielu krajów świata, u nas są chińskie, bo za to dużo tańsze....

Nikt w mieście nie wypatruje pierwszej gwiazdki /i tak nic nie widać, bo niebo nie jest tak ciemne jak np. w górach/  ani też niespodziewanego gościa / Wigilia dla samotnych organizowana jest dzień przed, przez litościwe parafie, aby biedacy nie narobili kłopotu parafianom swym niespodziewanym najściem/.

Opłatki w hipermarketach sprzedają długonogie hostessy w lśniących białych szatach i z anielskimi skrzydłami, bo pod organistów z parafii roznoszących je tradycyjnie po domach coraz częściej podszywali się oszuści- amatorzy łatwej kasy.

W dzień Wigilii, jak się nam poszczęści, spadnie świeży śnieg i pobieli miejską szarość, pokryje świeżym iskrzącym się puchem udekorowane światełkami drzewka na rynkach naszych miast,  zmieniając atmosferę w odświętną.


Siądziemy - jak co roku - za wigilijnym stołem, zabiegani na co dzień ludzie, złożymy sobie pospieszne życzenia, zjemy te wszystkie potrawy przygotowane dla nas przez nieznanych ludzi, wręczymy sobie prezenty, które opakowały gratis i perfekcyjnie te śliczne uśmiechnięte hostessy w sklepie , z telewizorów popłynie jednakowa  dla wszystkich kolęda. Wytrwali oraz ci, których nie zmogła ilość jedzenia być może pójdą o północy na pasterkę. Gdy znajdzie się jakaś starsza ciocia albo babcia w naszym gronie prawdopodobnie nawet zmusi nas do zaśpiewania kolęd, a capella, podpowiadając litościwie słowa dalszych zwrotek.

Przywiązani do tradycji i ci, którym się jeszcze chce, pójdą może całą rodziną z dziećmi następnego dnia na obchód po kościołach obejrzeć szopki, w tym te nieliczne z żywymi zwierzętami. Potem można odpoczywać przez dwa dni  w domu albo na wyjeździe ciesząc się otrzymanymi prezentami, tymi udanymi lub kombinując, co zrobić z tymi nie trafionymi.

Po szybkich przygotowaniach do Świąt i po Świętach trochę rozleniwieni pobiegniemy znowu do swoich zajęć.

Wiele dni po świętach do naszych drzwi dzwonić będą grupy chłopców / tzw. kolędnicy/ z czymś, co nawet dla ludzi z wyobraźnią w niczym nie przypomina szopki i nie znając słów najbardziej znanych kolęd, będą coś tam mruczeć pod nosem, w nadziei na jakiś datek. Spytani na co zbierają pieniądze odpowiedzą, że na nowa grę wirtualnego świata albo brakuje im do blue-ray'a.

 

Minęło 30 lat od  wprowadzenia stanu wojennego. Sklepy były puste, potrawy przygotowywały z konieczności same panie domu,  wymieniając się z sąsiadkami na przepisy na coś z niczego / na różne te kulinarne wynalazki/ i na deficytowe kartkowe produkty. Zima w roku 1981 była niezwykle mroźna, mnóstwo śniegu, zero telefonów, nie mówiąc o internecie, prezenty trzeba było wystać w długich kolejkach albo zrobić samemu. Smutne i trudne dla wszystkich Święta, ponure widmo dramatu w kopalni Wujek,ten straszny czas, święta czasem bez bliskich, w niepewności. Obowiązek pobytu w miejscu zamieszkania sprawiał, ze wszyscy, którzy nie uzyskali specjalnej promesy na wyjazd przebywali w obrębie swoich miast, a tzw. „wrogowie ustroju” jako kłopotliwi byli internowani.

Wtedy było gorzej, niejednokrotnie dramatycznie.....teraz jest bez porównania lepiej, ale czy możemy z czystym sumieniem powiedzieć, ze nasze przeżywanie Świąt jest teraz lepsze?

Wesołych Świąt !!!   :-)

 Marta Zielinska

---