Jesteś tutaj: Home » Kultura » Felietony » Felieton - Ilona Wojewódka "Cztery pory roku - czy to rzecz o Vivaldim?" 

Felieton - Ilona Wojewódka "Cztery pory roku - czy to rzecz o Vivaldim?"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Cztery pory roku - czy to rzecz o Vivaldim?

Bynajmniej nie!  Nie zamierzam pisać o muzyce bo to kompletnie nie moja działka, albo  lepiej dziedzina bo działka może się niewłaściwie kojarzyć.  A więc nic o muzyce.

Ostatnimi czasy jakby wyostrzył mi się zmysł obserwacji, no więc  tak  sobie obserwowałam i obserwowałam, a co z tego wyszło zobaczcie sami. Dodam tylko, że siebie też obserwowałam i rzecz dotyczy, w mniejszym lub większym stopniu, jakby nas wszystkich.

A żeby nawiązać do literatury, zacznę, jak nie przymierzając, nasz wielki Noblista – Reymont w swoich „Chłopach”.

Jesień – kończy się ciepłe i słoneczne  (przynajmniej umownie) lato , na dworze zimno, wietrznie, słota i plucha, liście lecą z drzew a drzewa straszą swoimi łysymi gałęziami, na dworze wcześnie robi się ciemno, kaloryfery jeszcze  nie grzeją. Nic się nie chce, najchętniej człowiek zostałby w betach calutki dzień, głowa boli, w kościach łamie, brr….  Jak w takich warunkach zabrać się do jakiejkolwiek pracy, jak funkcjonować, jak myśleć, po prostu „to se ne da”. I tym oto sposobem mamy powód do narzekań i wytłumaczenie słabszej wydajności w pracy: Przygnębienie Jesienne.

 

Zima – skończyły się (przynajmniej umownie) deszcze i plucha, spadł biały śnieg. Niby fajnie ale za kilka  dni śnieg robi się szary, bury, ciapa i chlapa. Słońca prawie wcale, światła też, rano człowiek wlecze się do pracy po ciemku, wraca po ciemku… Szyszynka niedoświetlona to głupieje podobnie jak jej właściciel.  I znowu źle,  robić się nie chce, myśleć nie bardzo… Jedyna nadzieja to zbliżające się  ferie i szansa na narty (dla tych, którzy szusują). Ale dwa tygodnie szybko mijają i znowu szara, zimna, brutalna rzeczywistość. Czy w takich warunkach można funkcjonować? Nie! I oto kolejny powód: Zimowe Zamrożenie i Zaciemnienie Umysłu.

Wiosna – no wreszcie coś się zaczyna, na dworze robi się ciepło (przynajmniej umownie) i zielono, ptaszki śpiewają, wszystko pachnie i kwitnie. Niby fajnie ale cóż to? Zbyt gwałtownie wszystko się dzieje, organizm ledwie obudzony z zimowego letargu nie potrafi tak szybko przystosować się do kompletnie nowej rzeczywistości. Poza tym te kwiaty tak pachną, te topole tak pylą, to słońce tak razi w oczy… Nie!  To nie są warunki do normalnego życia. I jak tym razem nazwiemy naszą niemoc: może: Gwałtowne Przesilenie Wiosenne?

Lato – i co powiemy tutaj. Cieplutko i suchutko (przynajmniej umownie), zielono i słonecznie. Niby wszystko gra… Ależ nie! Wariant I:  kto zniesie takie upały, mózg się gotuje, albo już ugotowany, człowiek przykleja się do krzesła, klimatyzacja buczy, że aż głowa boli, a w gardle  drapie – to dwie wersje: dla tych co  z dala od cywilizacji i wielkiego świata i w celu schłodzenia robią sobie przeciągi oraz dla posiadaczy tych cudownych, podobno ułatwiających życie urządzeń, potocznie zwanych klimatyzatorami. Zaś wariant II: znowu leje, parasol połamany, buty przemoczone, przez okno nic nie widać bo ściana deszczu, grzmi, pioruny walą a to nie są warunki do wychodzenia z domu, do funkcjonowania w ogóle, przecież człowiek zestresowany jest ciężko tymi wyładowaniami atmosferycznymi. Tym razem jak to nazwiemy: Letnie Przegrzanie i Naelektryzowanie?

I tym oto sposobem jesteśmy całkowicie usprawiedliwieni,  pracować w takim klimacie się nie da… Tylko co na to nasi pracodawcy? No jest jeszcze szansa, że ich też to dopada…

I tym pesymistycznym lub optymistycznym (do wyboru) akcentem żegnam się z Wami.

Przygnębiona jesiennie…

Ilona Wojewódka

 

---