Jesteś tutaj: Home » Kultura » Felietony » felieton Ilony Wojewódki - " Mój Pokój i moje Nazewnątrz" 

felieton Ilony Wojewódki - " Mój Pokój i moje Nazewnątrz"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Marzeniem każdego człowieka jest posiadanie własnego kąta, mieszkania, domu, czy choćby swojego pokoju. Będąc dziećmi nieraz musieliśmy dzielić pokoje z młodszym lub starszym rodzeństwem, miało to owszem swoje dobre strony, fajnie było poplotkować, powygłupiać się ale… Różnica charakterów, temperamentów, zmienne nastroje i humory różnorakie niekoniecznie sprzyjały pokojowym układom w jednym pokoju. A poza tym chęć pobycia czasami samemu, odizolowania się od całego świata, pragnienie posłuchania własnych myśli (niekoniecznie grzecznych czy mądrych, ale takich moich własnych osobistych) sprawia, że mimo iż człowiek to istota stadna, jednak czasem musi oderwać się od swojego stadka i pobyć sam ze sobą…

Bohaterka powieści dostała własny Pokój, ale chyba nie o taką samotnię zazwyczaj nam chodzi, nie o tym marzymy.

Młoda dziewczyna, studentka zostaje porwana i uwięziona przez szaleńca, który zamyka ją w miejscu mającym od tej pory służyć jej jako sypialnia, kuchnia, jadalnia, pralnia a nawet toaleta. I tam, w zamknięciu spędza 7 długich lat, z czego 5 lat w towarzystwie synka, którego chowa w szafie przed swoim oprawcą, regularnie odwiedzającym ją w nocy.

Pokój jest dla małego Jacka całym światem, innego nie zna, zaś to co widzi w telewizji jest czymś nierealnym, nierzeczywistym…

I czyż nie jesteśmy szczęściarzami, nikt nie zamyka nas w czterech ścianach, możemy patrzeć na zmieniające się pory roku, widzimy jak w naszych oczach zmienia się i pewnie pięknieje otaczający świat, nasze miasto, nasz dom, jak niewiarygodnie szybko następuje postęp techniczny czy technologiczny, jak rozwija się medycyna i inne dziedziny nauki….

Widzimy, ale czy doceniamy? Może nie jest to nic dobrego, bo co mi z tego skoro i tak mnie na te dobrodziejstwa nie stać, nie pozwalają bariery finansowe, ekonomiczne, kulturowe a nawet religijne – myślimy często, a obecnie jakby coraz częściej. Ile razy jest tak, że chcielibyśmy mieć, posiadać, zdobyć ale jest jakaś szklana ściana, która nie pozwala nam sięgnąć po upragnioną rzecz, niejednokrotnie nie będącą żadnym zbytkiem, ale czymś bardzo potrzebnym.  Jednak nic z tego -  „pokolenie tysiąc pięćset” (jest podobno takie określenie na ludzi, których dochody wynoszą właśnie tyle, albo i mniej) nie kupuje soków owocowych z najwyższej półki, sięga po zwykłe napoje, niekoniecznie mające wiele wspólnego z czymś tak prozaicznym jak owoc namalowany na kartoniku tegoż napitku. I powiedzenie „tanie mięso psy jedzą” ma się jak przysłowiowy kwiatek do kożucha, albowiem, gdyż i ponieważ jem tylko to na co mnie stać, a programy typu „Wiem co jem” powodują jedynie rozdrażnienie mniej zamożnych, niekoniecznie nieuświadomionych w zakresie żywienia widzów.

W takich właśnie sytuacjach człowiek ma wrażenie, że jest zamknięty w pokoju, gdzie dostarcza mu się tylko to co niezbędne, a na jakikolwiek luksus może pozwolić sobie tylko w ramach Niedzielnej Rozpusty.

Ale czyż najważniejsze jest „mieć i posiadać” czy może raczej „być”?

Dlatego cieszmy się tym, co mamy, że mamy kogoś, kogo możemy kochać i kto kocha nas, że mamy gdzie mieszkać, że nie chodzimy głodni i mamy się w co ubrać, że mamy pracę i zarabiamy może niezbyt duże pieniądze, ale w godny i uczciwy sposób.  A wakacje na Bahamach, samochód marki Super Lux, dom wielki jak stodoła – mogą poczekać. A zresztą na wyspach pewnie będzie strasznie gorąco, super samochód i tak ukradną,  a wielgachnego domu za skarby świata sama nie utrzymam w czystości, zaś obcych na swoim terenie nie toleruję – więc w zasadzie w czym problem?, po co dodatkowe zmartwienia?

Życie potrafi być piękne, tylko otwórzmy szeroko okno swojego Pokoju i zobaczmy całe  bogactwo Nazewnętrza.  Przecież mimo wszystko chyba jednak jesteśmy wolni… 

Ilona Wojewódka



---