Jesteś tutaj: Home » Kultura » Felietony » Felieton Nateksji - Śmiech Castanedy zza grobu 

Felieton Nateksji - Śmiech Castanedy zza grobu














Program telewizji TVP Kultura „Studio Alternatywne” powiedział do mnie ostatnio, że „współczesna, stechnicyzowana cywilizacja odrzuca religię, lecz nie jest w stanie dać człowiekowi niczego, co wypełniłoby pustkę pozostałą po niezbędnej do pełnego życia duchowości – stąd poszukiwania. Cywilizacja odcina nas od rzeczywistości. Rzeczywistością jest ziemia, niebo, nie zaś wytwory naszej cywilizacji, jak kanapa czy telewizor. Zmieniło się nasze otoczenie – od nieba odcinają nas sufity, od powietrza ściany, od ziemi podłogi – my jednak wciąż pozostajemy tymi samymi ludźmi, potrzebującymi kontaktu z naturą. To właśnie potrzeba kontaktu z naturą, potrzeba autentycznego przeżycia.”

Piękne. Aż by się chciało zanucić „ale to już było” problem tylko w tym, że wbrew słowom piosenki wraca, wraca uparcie w coraz bardziej zdeformowanej, spłaszczonej i spauperyzowanej formie. Zapotrzebowanie na duchowość rozpada się na plastik, coraz bardziej przesiąka mistyką pop.

I śmieje się profesor Pnin po stokroć zmartwychwstały, chichoce cichutko Bławacka, a  najgłośniej śmieje się ten, który rozmawiał z kojotami, i od Don Juana uczył się latać- Carlos Castaneda.

Wiele już napisano o śliskiej granicy pomiędzy beletrystyką a literatura faktu, przemysł wydawniczy i medialna machina nie ponosi jednak odpowiedzialności za te rozróżnienia, i, co za tym idzie, za a potencjalne szkody dla czytelników. Być może dlatego niewiele wspomina się współcześnie o jednym z najbardziej pomysłowych oszustów literacko- naukowych XX wieku- o Carlosie Castanedzie. Uznany przez magazyn Time za Ojca Chrzestnego New Age, Castaneda był literackim uosobieniem epoki Woodstock. Napisał dwanaście książek, rzekomo na podstawie spotkań z tajemniczym szamanem Indian, Don Juanem. Jego wielbicielami byli, między innymi: John Lennon, William Burroughs, Federico Fellini i Jim Morrison. 





Przez wiele lat książki Castanedy zaliczane były do literatury faktu. Dopiero w 1972 roku Joyce Carol Oates, w liście do New York Times’a wyraził zdziwienie, że recenzent zaliczył dzieła Castanedy do tej właśnie kategorii. To uruchomiło całą lawinę prób demaskowania jednej z największych antropologicznych mistyfikacji w dziejach. Nie przeszkodziło to jednak książkom Castanedy wyśmienicie się sprzedawać a jemu samemu zorganizować wokół siebie grupki zagorzałych zwolenników, w większości kobiet, z których znaczna część (a może wszystkie) były jego kochankami. Dwie z nich zniknęły dzień po jego śmierci, kolejna przepadła w kilka tygodni później. Część byłych współpracowników Castanedy twierdzi, że zaginione po śmierci swego guru popełniły samobójstwo. Hipoteza ta jest tym bardziej prawdopodobna, że według nauk Castanedy osiągnięcie transcendencji możliwe jest poprzez śmierć szlachetnie wybraną. A poza tym każda religia przecież potrzebuje swoich męczenników.

Castaneda urodził się w Peru w 1925 roku. Jeszcze w Limie podjął studia w zakresie Sztuk Pięknych, w 1951 przyjechał do Stanów Zjednoczonych. Przez kilka lat pracował dorywczo a jednocześnie zapisał się na zajęcia z filozofii, literatury i twórczego pisania w Los Angeles Community College. W tym właśnie czasie zafascynował się okultyzmem. W 1959 roku podjął studia z etnografii i zainteresował się obrzędowością Indian Południowoamerykańskich. W 1960 roku rozpoczął pracę nad rękopisem, który po prawie ośmiu latach miał zostać opublikowany jak „Nauki Don Juana”, jego pierwsza książka. Kilka wydawnictw odrzuciło gotowy rękopis powątpiewając w jego autentyczność i rzetelność, w końcu University of California Press zdecydowało się wydać "Nauki..." licząc na wysoką sprzedaż ze względu na liczne odniesienia do twórczości i osoby Aldousa Huxleya a także ze względu na opisy działania halucynogenów popularnych i uwielbianych w owym czasie przez będących w głównymi odbiorcami wydawnictwa studentów.

Gdy w latach siedemdziesiątych antropolodzy i dziennikarze poważnie zabrali się do analizy "Nauk Don Juana" a także kolejnych książek Castanedy on sam był już otoczonym nimbem świętości prorokiem nowej religii. Do wyobraźni masowej przemówiły peyotlowe wizje, „odrębna rzeczywistość” i odwołujące się do archetypów ścieżki, którymi winien podążać człowiek w drodze do pełnego zjednoczenia się z tym, co jest.

Być może dlatego właśnie na masowym odbiorcy nie zrobiło specjalnego wrażenia ujawnienie mistyfikacji, której dopuścił się Castaneda. Udowodniono, że Don Juan nigdy nie istniał a jego nauki są połączeniem mitów różnych szczepów Indian i wyobraźni autora.  Wskazały na to nie tylko liczne wewnętrzne sprzeczności w dziełach Castanedy, brak naukowych sprawozdań i przekonujących źródeł ale także zwykłe błędy merytoryczne. Co więcej, najbardziej zagorzały demaskator Castanedy Robert de Mille wykazał również liczne przypadki plagiatu. Stwierdził, że większość wypowiedzi Don Juana to wyrwane z kontekstu cytaty z dzieł Wittgensteina, C. S. Lewisa i czasopism antropologicznych. Okazało się, że mądrość rzekomego indiańskiego szamana nie pochodzi wcale z pustyni Sonora a z akademickich bibliotek- i to jednak nie ostudziło entuzjazmu wyznawców Castanedy. Legenda po raz kolejny oderwała się od faktów i zaczęła żyć własnym życiem.

I dziś, ponad dziesięć lat po śmierci Castaneda choć niewygodny, zapominany i zapomniany  nadal jest określany jako antropolog nie tylko przez swego wydawcę ale także przez większość encyklopedii (w tym przez wikipedię). Ci, którzy odwołują się do jego twórczości nie wspominają o nim i o jego książkach. A przecież naśladowców nie brakuje. Nie brakuje oferujących warsztaty ze ścieżką mocy (1800 złotych) neoszamanów, guru Tensegrity i innych oszołomów odmawiających postrzeganej rzeczywistości istnienia; popularyzatorów powrotu do natury, pierwotnych instynktów, magii, z których jednak żaden nie zrezygnował z samochodu, z wygodnego łóżka i stałego dostępu do Internetu. Bo podobno nie wolno od mistrza wymagać tego, by przestrzegał przez siebie stanowionych praw. A my mistrzów mamy od cholery. I każdy ze swoim własnym patentem na Nieskończoność.

Nateksja

---