Jesteś tutaj: Home » Kultura » Felietony » felieton - Postscriptum " Kosmos w płatku śniegu " - Marta Zielińska 

felieton - Postscriptum " Kosmos w płatku śniegu " - Marta Zielińska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Postscriptum

Kosmos w płatku śniegu

 

Zimowy szary dzień, pada śnieg, zimno, jak zresztą od dni wielu....

Tydzień temu odeszła Poetka. Osoba wyjątkowa, nie tylko dlatego, że znalazła się w gronie nielicznych kobiet na świecie obdarzonych Nagrodą Nobla. Była / i nadal pozostanie w pamięci przez swoje wiersze/ kimś wyjątkowym. Osobą cichą, skupioną, życzliwą ludziom i światu, dobrą, refleksyjną i mądrą.

Poetka umarła cicho, bez rozgłosu, w swoim mieszkaniu.

To teraz dopiero zaczęło się całe to „zamieszanie”, którego tak nie lubiła. Nie przepadała za ceremoniami organizowanymi na jej cześć. Słynne już stało się powiedzenie, że swoje życie dzieliła na to przed i to po „katastrofie sztokholmskiej”. Ten Nobel, dla innych będący przedmiotem pożądania, dla niej był czymś niespodziewanym, burzącym ład i spokój dotychczasowego twórczego życia.


Czytam właśnie, że organizacją świeckiego pogrzebu zajęło się Krakowskie Biuro Festiwalowe. Jest telebim, tłumy ludzi, oficjalne mowy, przyjazd osobistości życia politycznego.

Myślę, że Poetka nieobecna już ciałem, przygląda się temu całemu zmieszaniu z innej, niewidzialnej perspektywy nieco zażenowana, z tym swoim pięknym nieodłącznym delikatnym uśmiechem, broniąc się przed tłumem swoim charakterystycznym gestem dłoni, jakby chciała przesłonić twarz, odseparować się od słów podziwu, jakby mówiąc: po co tyle zamieszania? To naprawdę dla mnie to wszystko?

Jej Poezja..... Czytając te wiersze mamy nieodparte wrażenie, że nie były pisane „pod czytelnika”. Są to wiersze pisane z potrzeby serca i to się czuje. Myślę, że wiele osób, które kiedyś zaczęły czytać jej wiersze, wielokroć do nich wraca. W mojej bibliotece, na – jak to nazywam - „półce wybrańców” jest kilka jej tomików, które uwielbiam i które biorę z półki, gdy chcę się wyciszyć i zastanowić , co w życiu tak naprawdę jest ważne. Jej wiersze to Prawda o życiu. Proste, mądre słowa. Nie znajdziemy tam sztuczności. Piękno w czystej postaci. Słowa dobrane ze starannością. Kwintesencja smaku.


Biorę ulubiony tomik „Tutaj” i właśnie, gdy trwa transmisja z pogrzebu siadam przy kominku i czytam. Nie pójdę na pogrzeb, choć mieszkam blisko cmentarza Rakowickiego i pewnie jeszcze zdążyłabym dołączyć do tłumów.

To moje osobiste pożegnanie z Poetką, która zamieszkała ze mną poprzez swoje książki i żadne odejście ani pogrzeb tego już nie zmienią.

Z telewizji, w której transmisja z pogrzebu, właśnie rozlegają się dźwięki piosenki „ Black coffee” Elli Fitzgerald, której muzyki Wisława Szymborska za życia słuchała. Poświeciła jej piękny wiersz pt. Ella w niebie. Na pogrzebie muzyka przy której się ogrzewa wyziębione serce, która ciągle ogrzewa nasz świat to jakiś wyjątek. Można przy okazji pogrzebu ważnych ludzi usłyszeć coś bardzo poważnego, ale piosenki?? Taka właśnie była Poetka- przekorna, nieco ironiczna, w zgodzie ze sobą. Myślę, ze to kolejny dowód na to, jak wyjątkową i niekonwencjonalną kobietą była Wisława Szymborska wybierając tę właśnie muzykę, by towarzyszyła jej w trakcie pogrzebu.

 

Dla mnie -jako osoby zajmującej się fotografią- Wisława Szymborska była piękną kobietą. Miała twarz, która była świadectwem jej życia. W dobie powszechnego pędu do upiększania rzeczywistości, totalnej niezgody na przemijanie i ery negowania starości, jej twarz była niezwykle prawdziwa. Każda zmarszczka miała swoją historię: śmiech, radość, smutek czy łzę. Jej twarz nietknięta skalpelem chirurga – jak to często obecnie ma miejsce- miała w sobie życie i -paradoksalnie- niezwykłe ludzkie Piękno. Taka twarz dla fotografa to prawdziwy dar losu. Jednak nie lubiła się fotografować ani udzielać wywiadów. Mówiła zawsze:

-„Może kiedyś... jak będę młodsza....”

Taka odrobina kobiecej kokieterii, a ona przecież była prawdziwą damą i kobietą.

Spotkałam ją „osobiście” kilka razy na spotkaniach autorskich, mam nawet dwa autografy i list Poetki do mojej Mamy. Zawsze były to spotkania niezwykłe. Odnosiłam nieodparte wrażenie, że wchodząc na salę pełną oklaskujących ją tłumów, zawsze jakby wkradała się tam jak nieśmiała dziewczynka, powoli, z wahaniem, ze swoim nieodłącznym życzliwym uśmiechem. Potem siadała i przepięknie, spokojnie czytała swoje wiersze. Nie deklamowała ich z emfazą, czytała je tak jak pisała, drobnym cichymi literkami, a na sali gromadzącej nawet setki osób panowała wtedy niezwykła wręcz metafizyczna cisza.

Wiersze te przekazywały ważne rzeczy , te najistotniejsze- szeptem, ledwo słyszalnym, w tak głośnym w zgiełku świata na zewnątrz. Ten szept- jak widać ma wielką siłę. Ważne dla Niej było wszystko, co kruche , często niewidzialne, ale stanowiące esencję Piękna. W pięknym wierszu „ Nieczytanie”wyraziła swoją opinię o współczesnym świecie:

 

Do dzieła Prousta
nie dodają w księgarni pilota,
nie można się przełączyć
na mecz piłki nożnej
albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.

Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami (....)

 

Właśnie.... otóż to : „żyjemy dłużej, ale mniej dokładnie”

... to smutne.....signum temporis.... XXI wiek...

 

W Krakowie w kilka dni po Wisławie Szymborskiej zmarł nagle człowiek również wielkiego formatu, przyjaciel artystów, światowej sławy internista, filozof i eseista, prof. Andrzej Szczeklik. Śmierć Wisławy Szymborskiej przyćmiła śmierć tego wspaniałego Lekarza. Przyjaźnił się również z Poetką i zajmował się nią w ostatnich dniach Jej życia. Był również człowiekiem pióra- przybliżał swoim czytelnikom tajniki medycyny w formie beletrystycznej w swoich książkach "Katharsis" i "Kore". To książki mądre i wrażliwe, pięknie ilustrowane reprodukcjami arcydzieł sztuki światowej. Był wielkim erudytą i człowiekiem renesansu, a jednocześnie niezwykłym lekarzem, znakomitym diagnostą, który traktował pacjenta jako całość , duszę i ciało. Mimo że był pulmunologiem i kardiologiem, nie patrzył na pacjenta przez pryzmat chorób serca i płuc jedynie. Był lekarzem uważnym i dociekliwym. Lekarzem- badaczem, dociekliwym Człowiekiem.

W podejściu do życia i własnych pasji jako posłannictwa był bliski Noblistce.

Ktoś komentując odejście prof. Szczeklika powiedział, że towarzyszy Poetce w jej odejściu. Łączyła ich niezwykła życzliwość do ludzi i właśnie uśmiech oraz umiejętność wsłuchiwania się w drugiego człowieka, w to co ma on do przekazania. To cecha -w dzisiejszym świecie, szybkim i powierzchownym- naprawdę wyjątkowe, kogoś takiego spotkać.

Miałam przyjemność poznać Pana Prof. Szczeklika osobiście. Co prawda w okolicznościach traumatycznych, przy okazji nieuleczalnej choroby moich rodziców. Ale tak jak Poetka roztaczał wokół siebie aurę życzliwości, co sprawiało, że Jego spokój się jakoś udzielał i człowiek nie był już sam ze swoim smutkiem, obok był Człowiek, który r o z u m i a ł i współodczuwał.

 

Dwie różne drogi do Człowieka, przez poezję i medycynę: Poezja i Dobroć, tak ważne dla Norwida były wspólną drogą tych dwojga wspaniałych ludzi.

 

Pada śnieg... patrzę przez okno. Jeden z płatków osiadł na parapecie. Jest w nim harmonia, kosmos cały. Taka drobinka wszechświata...

Ktoś umarł, Ktoś odszedł.... a świat uparcie trwa dalej....

....dla niej już nieco inny, jak w jednym z pozostawionych trzystu pięćdziesięciu wierszy Poetki „Sen”, napisanym po śmierci przyjaciela:

 

Już tak daleko widać, tak daleko,

że dzień i noc stają się równoczesne,

a wszystkie pory roku zaznawane naraz

 

Księżyc czterokwadrowy wachlarz rozpościera

wirują płatki śniegu razem z motylami.....”

                                                                                                              Kraków, 9 lutego 2012

 

 

 


Marta Zielińska

---