Jesteś tutaj: Home » Kultura » Felietony » Felieton - "Słowa unplugged" Marta Zielińska Jędo 

Felieton - "Słowa unplugged" Marta Zielińska Jędo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Natrętny dzwonek domofonu- jak zwykle rano- oznajmia kolejnego intruza z reklamą pizzy lub ulotkami, tymi stertami błyszczących kartek, wycelowanych w całkowicie obojętnego

 na ich blichtr czytelnika, następnie miętych, dartych na strzępy bez czytania, niepotrzebnych nikomu i wyrzucanych od razu do kosza. Potem  dokonują swego krótkiego  żywota 
na wysypisku wśród odpadków, połamanych sprzętów, gnane wiatrem niczym egzotyczne kolorowe motyle po okolicy. Szybka śmierć komercyjnych słów, słów na sprzedaż, 
z których każde ma jednak iluzoryczną wartość, mierzoną wskaźnikiem zwiększonej sprzedaży produktu. Słowa, które nie zdążyły się zużyć, wyczytać, kogoś zachwycić, zapaść komuś w pamięć.

Odruchowo mówię do słuchawki domofonu:- Dziękuję, nie przyjmujemy ulotek, jednak słyszę znajomy głos listonosza: - Mam do pani polecony , idę na górę.
A niech to!!!! : w myślach zastanawiam się, jakiego - do diabła- rachunku znowu zapomniałam zapłacić.
Podpisuję polecony: nic groźnego, tym razem odesłali mi  fakturę, o którą prosiłam. Listonosz spod spodu wyciąga jeszcze dwa listy: jeden - jakżeby inaczej-  ze znajomą srebrną kwadratową blachą, która - gdy ją pierwszy raz ujrzałam- przyprawiła mnie o surrealistyczne zdziwienie! Rachunek  w środku koperty, a na niej pieczęć ciężkiego kwadratu z metalu. Cóż to -u licha - jest.? Oglądałam ją ze wszystkich stron: NIC ! Na rachunku również żadnej wskazówki typu: zbierz 10 blaszek, a weźmiesz udział w losowaniu nowego modelu citroena, też nie? Dziwne.... Gdy kiedyś dostałam następny rachunek spytałam listonosza, co to jest za dziwo. On ze śmiechem odpowiedział: aaa.... ten idiotyzm... wie pani... wymyślili tak, bo wtedy mniej płacą za przesyłkę , jak ją się tak obciąży....jakieś tam inne taryfy są czy coś... sam dokładnie nie wiem... wie pani, ktoś siedzi na górze i wymyśla takie rzeczy........
 - A pan?  Jak pan sobie z tym radzi? Odpowiedział, jak to zwykle on- z uśmiechem:- No co mam robić! Przyzwyczaiłem się i dźwigam te kretyńskie blachy... takie życie...,
 pani Marto, takie życie...... I pobiegł z ładunkiem metalowych blach, do których doczepione były koperty, roznieść ten idiotyczny balast do następnych domów.
Te blaszki -  a miałam ich całą kolekcję- na początku zbierałam i używałam ich jako szpachelek do malowania obrazów, lecz okazały się nieco za sztywne. Potem jedna nawet wylądowała jako podkładka pod nogą kulawego starego stołu. Reszta znalazła dom w dużym pojemniku z segregacją z napisem 'metal".

 

Aaaa....właśnie....  jest druga koperta jeszcze dziś..... Nie do wiary .... LIST !!!!  PRAWDZIWY !!!! Nie rachunek, nie reklama, ale LIST !!!!!  List od Ani ! To zawsze jest wyjątkowy dzień, gdy nadchodzi list od niej...
Szelest białego papieru, lekko szorstki dotyk pod palcami, delikatna grafika kolorowego znaczka, napiętnowanego brutalną czarną pieczątką skrupulatnej poczty,  szereg drobnych , jakby nieśmiałych  literek. podążających pod lekkim skosem...... Odkładam list delikatnie na stolik, chcę opóźnić chwilę rozerwania koperty, by dostać się do słów, kreślonych reką na papierze. Robię kawę,  unosi się z niej delikatna chmurka pary, stwarzająca  nastrój odpowiedni do lektury.....

List od Ani :-)  jeden z nielicznych od niej, wysyłanych od czasu do czasu, jest jak kamień milowy na drodze, odmierza czas.....

Ania jest takim wspólczesnym pustelnikiem. Uwielbia być w domu, żyje w swoim świecie książek, muzyki, poezji. Nie ma komórki ani komputera,nawet zmywarki do naczyń. Dla niej świat jest taki, jaki był wiele lat temu. Ona ma czas na słuchanie Bacha  w nocy, pisanie wierszy, niespieszne malowanie obrazów, których potem nie sprzedaje, bo żal jest jej się z nimi rozstać. Czasem potwierdza fakt swojego istnienia wystawą swoich niezwykłych obrazów i rysunków, organizowaną raz na wiele lat. Czas Ani nie jest superszybkim czasem XXI wieku. Jest pięknym minionym światem, pełnym melancholii i poezji, gdzie na kwiat można patrzeć długo i w zachwycie, gdzie pięknem człowiek się  d e l e k t u j e. Jest światem, powiedziałabym - norwidowskim, a może trochę światem  poezji Emily Dickinson. Światem , jakiego prawie już nie ma.

 

Mogę powiedzieć, ze przyjaźnimy się z Anią trochę na odległość, bo nie widujemy się często. To przyjaźń, której nie rozlicza się ilością spotkań, ona po prostu jest.
Obie- jako zwolenniczki nastrojowej abstrakcji w malarstwie, obrazów Paula Klee oraz muzyki kontemplacji , w tym suit, fug i koncertów J.S.Bacha -rozmawiamy czasem, wcale nie tak znów często, ale za to zawsze bardzo długo przez telefon. Ja z moim nieodłącznym adhd, setkami niedokończonych pomysłow, jestem kompletnym przeciwieństwem wyciszonej, pełnej spokoju i konteplacji Ani. Zawsze pędzę gdzieś i czasem nawet wpada mi myśl do głowy, żeby do niej wpaść. Jestem jak huragan, narobiłabym znowu chaosu w jej dziwnym świecie , w którym to w nocy ona maluje obrazy, słucha muzyki, czyta nieraz do białego rana, a  dzień- gdyby nie pies,domagający się spaceru- Ania mogłaby spędzić
 w półśnie, jakby na granicy snu i jawy.
I o tym Ania zawsze pisze tym swoim delikatnym pismem, z którego emanuje światło i spokój. Pisze, jakiej muzyki słuchała,co robiła, co jej się śniło i opowiada poprzez rzędy magicznych słów, co było w tym śnie.
Listy odręczne to listy pisane sercem, można ujrzeć nagle nastrój piszącej osoby ,czasem jakieś słowo skazane na śmierć, wyrokiem przekreślającej je ręki.
Te listy wymagają całego rytuału: wyboru odpowiedniego znaczka, ceremonii śliny, żeby go przykleić/ najlepiej równo/ spaceru na pocztę.... Nie są jak współczesne maile, zawierające elektroniczne słowa, bardziej komunikaty niż zdania, różne sztuczki ctrl C plus ctrl V, możliwość poprawek chybionej myśli,  od wszystkich jednakową czcionką i wysyłane jednym kliknięciem.

 

Ania jest przyjacielem niewymagającym. Nie obraża się , że ja- gnana nową aktywnością- nie odpisuję na jej listy. Jest taki niepisany układ między nami: ona pisze, a ja po kilku dniach oddzwaniam, i gadam, gadam.... ona słucha, i nagle Ania powie: - wiesz... przeczytałam takie jedno zdanie....- zacytuje a ja wiem, ze zapadnie mi w pamięć na wiele dni, bo jest ciszą w miejskim zgiełku wokół...

List od Ani posiada niezwykłe właściwości. Jest jak spacer po lesie, jak dzień, podczas którego miało się dużo czasu na myślenie o tym, co istotne w życiu. Listy Ani porzadkują mi świat, powodują, ze na moment zatrzymuję sie w biegu.Resetuję umysł.
Czytam list kilka razy, teraz pędzę załatwić wszystkie- jak zwykle pilne- sprawy.
 List będzie  na mnie czekał wraz ze swoimi skrzydlatymi słowami do wieczora, kiedy jeszcze raz odkryję jego proste piękno, piękno listu pisanego ludzką ręką,
na prawdziwym papierze......

Marta Zielińska Jędo

---