Jesteś tutaj: Home » Kultura » Felietony » Felieton - Spór o kopię i oryginał w kontekście Pana Giertycha jako dzieła sztuki 

Felieton - Spór o kopię i oryginał w kontekście Pana Giertycha jako dzieła sztuki

Ostatnio Internetem nie wstrząsnęła sprawa domniemanego plagiatu w wykonaniu Adama Adacha. Nie wstrząsnęła, bo wyjątkowo długa, zażarta i bezproduktywna dyskusja na ten temat odbyła się na forum dla fotoreporterów, czyli tam, gdzie normalny zjadacz chleba raczej nie zagląda, bo poziom trolizmu przewyższa nawet forum popularnego portalu, doglądanego przez wyżywaczy pokroju Jasia Śmietany.

A było tak: była sobie kiedyś konferencja prasowa z udziałem nieco już zapomnianego Romana Giertycha. Na tejże konferencji była również fotograf Agnieszka Sadowska, która zrobiła panu Romanowi bardzo udane kompozycyjnie zdjęcie (jest serwetka dziergana, krucyfiks, obrazek święty i wspomniany Roman). Zdjęcie przeszło bez wielkiego echa, jak to w przypadku nawet bardzo udanych fotek prasowych i nagle (da bum tsssss) wielka awantura, bo oto w CSW Zamek wystawiono obraz autorstwa Adama Adacha, podejrzanie podobny do zdjęcia pani Agnieszki. I się zaczęło! Fotoreporterzy walnie wystąpili w obronie koleżanki, domagając się krwi (najlepiej pana Adacha) i zadośćuczynienia, pałając rządzą zemsty i zadawania gwałtu wszelkiego rodzaju podłym plagiatorom pokroju naszego malarza.

Powodowana ludzką ciekawością zaczęłam czytać rozwijającą się pod artykułem na ten temat dyskusję, co – jak wie każdy czytelnik forów – było oczywistym błędem. Przy którymśtamdziesiątym poście o tym, że malarze to jakiś gorszy gatunek, co to powinien malować tylko z wyobraźni, bo w końcu od czegoś ją bardziej rozwiniętą ma zaczęłam się zastanawiać, robiąc przy okazji rachunek sumienia i przypominając sobie wszystkie zdjęcia, które pomagały mi kiedykolwiek w malowaniu.

Gdzie przebiega granica plagiatu? Czy interpretacja cudzego dzieła to już perfidna kradzież? Sprawa wcale nie jest oczywista. Inna rzecz, gdyby Adam Adach po prostu wziął zdjęcie  Agnieszki Sadowskiej, nadał mu inny tytuł i podpisał swoim nazwiskiem – ok, to plagiat, choć i tak można by powołać się na przykład ready mades Duchampa, który poprzez sam akt umieszczenia czegoś w galerii nadał temu status dzieła sztuki. W tym konkretnym wypadku malarz przetworzył po swojemu znalezione gdzieś zdjęcie. Tak, kompozycja jest ta sama, kolorystyka – podobna, ale reszta... reszta to już artysty subiektywne świata widzenie. Czy kompozycja obrazu jest więc zatem tak ważna? Czy rejestracja rejestracji jest plagiatem?

Odpowiedź na te pytania będzie jak sztuka współczesna – subiektywna i można się z nią nie zgadzać, poza tym zależy od kontekstu omawianego przypadku. Zatem: nie, moim zdaniem nie jest plagiatem przetworzenie (przepuszczenie przez ścieżkę: oko->głowa->ręka->płótno) czegoś, co się widzi. I co z tego, że na tę kompozycję wpadła akurat pani Agnieszka? Z własnego doświadczenia wiem, że gdy stoi się w grupie fotoreporterów, ramię przy ramieniu to zdjęcia z poszczególnych aparatów są podejrzanie do siebie podobne. Czy ktoś oskarża innych fotoreporterów, że sfotografowali ten sam stolik i Pana Romana nieco z lewej strony kadru? Czy Adam Adach skopiował obraz kreska po kresce? Nie, nie i nie. I niech się nikt nie łudzi, że w czasach, w których teoretycznie wszystko już było ludzie zarzucą interpretacje jako sposób uprawiania sztuki.

W obronie zdrowego rozsądku.

A w ogóle to święta idą. Porzućmy kłótnie. I żebyśmy wszyscy zdrowi byli :>.


Anna Kaznodziej



 

 

 

http://fotoreporterzy.net/fotoblog/2010/02/01/giertych-na-plotnie/

---