Jesteś tutaj: Home » Kultura » Po drugiej stronie lustra » Justyna Karolak – „Kobieta i wszystkie egoizmy kobiety” 

Justyna Karolak – „Kobieta i wszystkie egoizmy kobiety”

Po drugiej stronie lustra

oczy, uszy i usta kobiety

 

 

 

 

Kobieta i wszystkie egoizmy kobiety

 

Na początku swojej drogi – kobieta nie myślała o sobie jako o kobiecie.

 

Wiedziała, że dookoła jest świat. Rozumiała, że świat składa się z wielu różnych kawałków
i zjawisk. Rozumiała, że aby zrozumieć zasady, według jakich działa świat,będzie musiała najpierw się nauczyć prawidłowego rozpoznawania wielości i różnorodności zjawisk występujących na nim. A żeby się tego nauczyć, najpierw nada kobieta zjawiskom odpowiednie definicje.

 

To jest początek drogi. Oto myśli kobieta:

 

Człowiek potrzebuje zdefiniować różne rzeczy, które dostrzega i widzi dookoła siebie.
To jest potrzebne, aby pojąć sens całego świata. Aby pojąć, dlaczego świat drga i płynie
i się porusza. I jaki cel ma świat – w tym, że się porusza.

Aby pojąć całość, wypada wcześniej okiełznać składowe. Nawet więcej, niż wypada:
wydaje się to jedynym realnym sposobem na zdobycie wiedzy.

 

Bo chociaż różne zjawiska na świecie – są i bytują odrębnie i niezależnie
od człowieczego pojęcia, to jednak niedobrze by było przyjąć ich obecność
z automatyczną otwartością i naturalnym przymierzem.

 

Człowiek potrzebuje wyjść różnym zjawiskom naprzeciw.
To znaczy – potrzebuje zaobserwować zjawiska i je zbadać.
A także – nadać im nazwy i poczynić ich opisy.
Czyli – sformułować znaczenia danych rzeczy w słowach.

 

Formułowanie znaczenia danej rzeczy odbywa się tak, że człowiek coś odkrywa.
To znaczy, że człowiek może opowiedzieć o czymś, co już zostało stworzone.

 

Na przykład – można długo i bardzo długo studiować układ i kolorystykę skrzydeł motyla. Studiuje się za pomocą oczu. Studiuje do momentu, kiedy do głowy się wsączy pewien wzór. Ten wzór staje się punktem zaczepnym do wykrystalizowania pewnego schematu.

 

Kiedy zauważy człowiek obecny w przyrodzie określony schemat danego zjawiska,
wtedy jest gotowy nadać zjawisku nazwę, znaczenie.

 

Posługując się przykładem motyla, myśli kobieta, że:

 

Może człowiek sformułować określonego motyla.

 

To znaczy, może powiedzieć, że motyl o skrzydłach takich i takich – to jest przedstawiciel rasy motylej tej i tej.

 

Zatem może człowiek zobaczyć motyla i dołożyć do niego wyjaśnienie, charakterystykę
oraz przepis, w zgodzie z którym motyl najprawdopodobniej powstał.

 

Może człowiek sformułować zjawisko istniejące na świecie obiektywnie (np.: motyl).

 

Można sformułować motyla. Ale nie można motyla wymyślić.

 

Na początku swojej drogi – patrzyła kobieta w lusterko. Postępowała tak,
ponieważ nie myślała o sobie jako o kobiecie, lecz jako o zjawisku.

 

Kobieta wiedziała, że jest jednym ze zjawisk (różnych i wielu), składających się na świat.
A że zamierzała pojąć świat najlepiej, najpełniej jak potrafi i jak się da – to skoncentrowała najpierw uwagę na sobie. Na obrazie siebie, który widziała w lusterku.

 

To jest początek drogi:

 

Kobieta wie, że jest kobietą. Lecz nie przyjmuje znaczenia kobiecości w sposób odruchowy. Chce zrozumieć rzeczywiście – co oznacza „kobieta”. Czym jest to pojęcie? Co to znaczy?

 

Nie wie. Tymczasem – jest zjawiskiem.

 

Bada to zjawisko. To znaczy – patrzy w lusterko i rozpoczyna studiowanie.
Studiuje jedno ze zjawisk, które obiektywnie istnieją w świecie.
Studiuje jedno z takich zjawisk: siebie; swój obraz. Dokonuje tego przy pomocy oczu.

 

Oto myśli kobieta (a prowadzi ją intuicja, nie żaden walor intelektualny)…
patrzy kobieta w lusterko i myśli:

 

Chcę zrozumieć cały świat. Chcę wiedzieć, jak został urządzony, dlaczego działa tak,
jak działa (nie inaczej). A żeby się tego dowiedzieć, najpierw spróbuję poznać świata różne składowe. A żeby poznać je dobrze, właściwie – najsłuszniej poznawanie zacznę od początku (nie od końca, ani od środka). To znaczy, od czego mam zacząć?
Od początku. Od siebie samej.

 

Oto kobieta, która znajduje się na początku drogi:

 

Zanim ruszy w całą drogę, skupi oczy na sobie.
Dlatego, że ona sama – stanowi dla siebie punkt wyjścia dla wszelkiego poznania.

 

Z początku nie myśli kobieta o sobie jako o kobiecie.
Patrząc i patrząc w lusterko – stara się zbliżyć do siebie samej. Zbliżyć – tylko tyle.

 

Zatapia oczy w lustrzanym odbiciu.
Usiłuje odnaleźć w nim coś więcej od powierzchni kobiety, od jej urody, od wizerunku.

 

Mruży kobieta oczy i brnie głębiej we własne odbicie.
Dlatego, że próbuje nadać pojęciu „kobiety” znaczenie.
Chce zrozumieć, co znaczy być kobietą. Co to znaczy? I jaki to ma sens i cel?

 

Potrzebuje kobieta sformułować określony przepis, według którego najprawdopodobniej powstała. Jeśli tego nie uczyni, jeśli nie ustali samej siebie, to jakim cudem
miałaby móc pojąć cały świat?

 

Siedzi więc kobieta i gapi się w lusterko. Przegląda z różnych stron.
Mruży oczy; wygląda na przejętą.

 

Szuka kobieta czegoś głębokiego. Być może nawet esencjonalnego – w obrazie siebie samej. Szuka wzrokiem tak, jak gdyby chciała się przedrzeć przez skórę.
Jak gdyby chciała otworzyć sobie czaszkę i zajrzeć do wewnątrz – tak,
jak otwiera się puszkę-konserwę.

 

Szuka kobieta własnych właściwości, prywatnego znaczenia – pod spodem cielesnej powłoki. Lecz szukając – nie odziera się z cielesnej powłoki, ani jej nie lekceważy i nie pomija. Dlatego, że nawet na początku drogi będąc, kobieta wie, że nie zrozumie wcale całej siebie, gdy nie zaakceptuje, nie przyjmie swojego zewnętrznego obrazu.
Obrazu rzeczywistego – to jest takiego, jakim widzą go oczy.

 

Siedzi kobieta i gapi się w lusterko.

 

Dlatego, że wie, że ona-kobieta (podobnie jak i cały świat) jest zbudowana
z poszczególnych składowych. Czyli z różnych kawałków i zjawisk.

 

Sama będąc zjawiskiem
(w swojej percepcji – pierwszym napotkanym w łańcuchu zjawisk składających się na świat) – zauważa, że i ona-kobieta się składa z różnych rzeczy.

 

Siedzi kobieta i gapi się w lusterko. I to jest początek jej drogi
do budowania wiedzy o całym świecie.

 

Na początku kobieta gapi się w lusterko. A z tego, co widać po drugiej stronie lustra, wyłuskuje kobieta rodzaj łańcucha. Kilka powiązanych ze sobą ogniw.
Układają się one w kształt pewnego wzoru (wizualnego szlaku):

 

Po pierwsze – oczy, uszy i usta kobiety.

 

Po drugie – włosy.

 

Tutaj – skrzydełka nosa.

 

Tam – rzęsy, łuki brwiowe, i tak dalej.

 

Co jest obecne po drugiej stronie lustra, gdy przygląda się sobie kobieta?
Jest obecna cielesna powłoka kobiety. Lecz wewnątrz powłoki – tkwi więcej.
Kobieta odbiera owo „tkwienie” przez skórę. Odbiera trochę tak,
jakby się wydostała poza obszar swego ciała.
Jakby mogła żyć na zewnątrz – jakby mogła spojrzeć na siebie z lotu ptaka.

 

Odbiera kobieta (intuicyjnie, emocjonalnie), że w jej wnętrzu znajduje się mały labirynt.
Jest w kobiecie plątanina paru ścieżek, korytarzy, drzwi – jakiś nieścisły zagmatwany plan,
w jakim można się zagubić.

 

I o tym myśli kobieta, gapiąc się w lusterko: kim jest, jaka jest, czym jest wewnątrz,
w głębi siebie, na samym dnie.

 

A zastanawia się tak wnikliwie nad sobą – z ciekawości świata, nie z ciekawości siebie samej.

 

Jeśli kobieta ciekawi się sobą, to wyłącznie dlatego, że od początku wie i rozumie,
że jest tylko jednym z licznych zjawisk składających się na cały świat.
Przy czym jej własne zjawisko – również jest podzielne na kilka pomniejszych zjawisk.

 

Niezależnie od pozornych okoliczności – kobieta gapi się w lusterko
z szacunkiem do całego świata.
I wgapia się w siebie – ze szczerego zainteresowania całym światem.

 

Na początku drogi – wkracza kobieta do wewnętrznego labiryntu.
Dlatego, że czuje (odbiera przez skórę – odnosi wrażenie), że jest z resztą świata połączona. Kobieta jest cząstką świata – jest powiązana z ogromną (i niepojętą)
całością za pośrednictwem niefizycznej pępowiny.

Kobieta nie myśli o sobie jako o kobiecie. Po prostu wchodzi do wewnętrznego labiryntu. Bada labiryntowy teren. Zbiera informacje o sobie. Spaceruje.
Szuka drzwi, progów, wzorów i kodów. A postępuje tak dlatego, że chce pojąć,
co dotąd niepojęte. A chce pojąć dobrze, precyzyjnie – nie automatycznie.
A chcąc uciec od automatyzmu, musi najpierw zagubić się w sobie.

 

Gubi się kobieta w swoim wnętrzu. Tak się dzieje na początku drogi.
Wtedy, kiedy próbuje nadać pojęciu „kobiety” indywidualny wymiar.
Kiedy oprawia „kobiecość” w określone ramy.

 

Ale kiedy już zwiedzi kobieta dokładnie wewnętrzny labirynt
(kiedy odnajdzie w sobie określony schemat, mapę, busolę)
– wówczas już z czystym sumieniem wybierze się na zwiedzanie świata.
Będzie obserwowała cały świat i badała go z różnych stron – będzie wyłuskiwała
z całości świata jego zjawiska, składowe.

 

Na początku drogi – zapoznaje kobieta jak najwnikliwiej siebie samą.
A czyni to po to, by jak najprędzej i jak najtrafniej móc włożyć
swoją percepcję i myślenie w cały świat. Oto są kobiety intencje.

 

Ale czy zdąży kobieta intencję na czyn przełożyć, kiedy zabiera się do czynu
tak bardzo starannie i po kolei?
Czy starczy jej czasu na wdrożenie swojej woli, chęci, zamiaru – w dalszą akcję?

 

Nie starczy. Nie zdążyła.

 

Dlatego, że długo i bardzo długo siedziała zagapiona w lusterko.

 

A obok kobiety i lusterka i tego, co po jego drugiej stronie było zawarte – akurat przechodził ktoś (mimochodem).

 

Przechodził i szepnął:

Ooooo, jaka próżna.

 

Ktoś inny zawołał:

Głupia, płytka, ograniczona.

 

I pyszna: pasie się kobieta swoim własnym widokiem. Jest straszliwie zarozumiała.

 

Zadufana.

 

Infantylna.

 

Nic nie warta.

 

Usłyszawszy na swój temat różne opinie ze strony świata (a raczej kilku jego składowych) – zdecydowała kobieta, że porzuci swoją pierwotną intencję.
I odłożyła lusterko na najwyższą półkę.

 

Uznała, że skoro w oczach świata – jest kobieta istotą pustą, godną pożałowania i marną,
to nie ma sensu tak lojalnie i drobiazgowo się przygotowywać do rozumienia całego świata. Nie ma po co studiować świata. Nie ma w co wnikać, nie ma czego obserwować,
ani badać, ani zgłębiać – bo czy warto?

 

Tak oto zaniechała kobieta intencji pojęcia całego świata.
Zaniechała intencji przydania różnym zjawiskom – definicji.
Zaniechała pokonywania drogi.
Gromadzenia jakichkolwiek danych,
nie mówiąc o dążeniu do nabudowania na ich podstawie wiedzy.

 

Zaniechała, zaprzestała, zrezygnowała.

 

Odłożyła lusterko na półkę. Ot, tak – szerokim gestem.

 

Jakiś przechodzień, przechodząc – orzekł:

Zwrócono jej uwagę, że próżna, to teraz – obrażalska.

 

Tak orzekł i przystanął na chwilę.

 

Skoro przystanął, odpowiedziała mu kobieta:

Ja się wcale nie obraziłam…

 

… i miała zamiar dodać, wyjaśnić, że tylko odłożyła lusterko.
Tylko tyle: zaniechała pierwotnej intencji i kolejności planowanych
względem świata uczynków.

 

Chciała dopowiedzieć. Lecz nie zdążyła. Bo roześmiał się przechodzień i stwierdził,
że kłamczucha (nie chce się przyznać, że na świat obrażona).

 

I gdy jeszcze zakrzyknąć się odważyła, że nie, że ona nie kłamie – to usłyszała,
że na dodatek – manipulatorką.

Na koniec – wzruszyła ramionami.

 

Bo jeżeli świat z dużą swobodą wszystkie egoizmy kobiety wymienił,
nie wzruszony jej odpowiedzią i zdaniem, to dłużej nie było powodu z niczym się mierzyć, ani ścigać.

 

Wzruszyła więc ramionami i poszła sobie.

 

Poszła inną drogą, niż ta, którą pierwotnie założyła.
Poszła prywatną drogą – nie pasującą donikąd (ani do kobiety, ani do świata).

 

Odchodząc, jeszcze usłyszała za plecami, że wariatka.

 

No przecież, że wariatka tak odchodzi: niema i nieokreślona, wzruszając ramionami.

 

Wariatka. Doprawdy?

 

Może i tak.

 

A zdanie kobiety przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Również dla samej kobiety.

 

Dlatego nie obejrzała się przez ramię. Nie zerknęła  ani odrobinę na świat (cały i niepojęty), który pozostawiała oto za plecami.
Po prostu szła przed siebie – obojętna na wszystko i nieświadoma niczego.

 

A zamiast przypatrywać się czemukolwiek (po jednej czy po drugiej stronie lustra)
i zamiast składać usta do jakiegokolwiek słowa, wyrazu – zwinęła usta w dzióbek
i zaczęła gwizdać.

 

Oto jest kobieta – nie ta sama, co na początku drogi.

 

Nie jest jednak zupełnie różna – od siebie, którą była na początku drogi.

 

Po prostu spotykamy ją w innym punkcie, niż wcześniej.
Choć i to nie ma już żadnego znaczenia.

 

Skupmy się na tym, co podlega pod oczy – i za ich przewodnictwem
sformułujmy charakterystykę jednego ze zjawisk składających się na całość świata.

 

Oczy widzą:

 

Oto jest kobieta.

 

Kobieta idzie przed siebie.

 

Nie ogląda się przez ramię.

 

A wzruszywszy ramionami, nagle na wszystko gwiżdże.

 

No pewnie, że na wszystko.

 

Wszystko i wszystkich ma w nosie.

 

Przecież jest jasne jak słońce, że tu – była mowa o egoizmie.

 

Justyna Karolak.

 

 

---