Jesteś tutaj: Home » Kultura » Po drugiej stronie lustra » Justyna Karolak – Seks w (nie)wielkim mieście "Cnota a niewinność – wyzwolenie a uprzedmiotowienie" 

Justyna Karolak – Seks w (nie)wielkim mieście "Cnota a niewinność – wyzwolenie a uprzedmiotowienie"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dwie skrajności – z jednej strony świat gimnazjalistów, gdzie swingowanie wydaje się na porządku dziennym (głośna ostatnio zabawa pt.: Słoneczko albo staroświecka gra w butelkę, gdzie lekki, powierzchowny pocałunek obecni nastolatkowie zastąpili seksem oralnym bądź klasycznym stosunkiem). Z drugiej strony – wcale nie węższy, nie marginalny, na pewno nie niszowy świat sympatyków kościoła – i ich pruderyjne przekonania o konieczności zachowania cnoty do chwili nocy poślubnej; epatowanie przez gimnazjalne dziewice swoją niewinnością i patrzenie ze sztuczną pogardą i wyższością na swoich rówieśników, którzy już rozpoczęli życie seksualne. Gdzie leży środek tej szerokiej nierównowagi, owych skrajnych, rozwarstwionych, kategoryzujących postaw? Którędy przebiega droga środka w świetle tych rozbieżnych opinii wpsółczesnej młodzieży? I komu udzielić większego kredytu zaufania – w czyje codzienne zachowanie i przekonywanie uwierzyć: tego nastolatka, którego doświadczenie seksualne odpowiada bądź przekracza obszar zarezerowany dotychczas dla prostytucji, czy tego nastolatka, który nauki kościoła traktuje z naiwną dosłownością starego wiekiem, obmierzłego fanatyka w moherowym berecie?

 

Innymi słowy – jaka jest prawda o współczesnej młodzieży? Czy tak kontrowersyjne i zarazem głośne tematy jak wystawianie przez dziewczynki swojego dziewictwa na sprzedaż w Internecie, wymienianie się partnerami seksualnymi w czasie imprez-prywatek – rzeczywiście są na porządku dziennym zainteresowań i realnych uczynków nastolatków?

 

Czy raczej należy i można ufać w wyznania tych dzieci, które mają się za lepsze od rówieśników – właśnie dlatego, że odsunęły od siebie (bardzo naturalne przecież i intensywne w tym wieku) zainteresowanie erotyką, a moment inicjacji seksualnej świadomie odłożyły na odległą przyszłość małżeńską, ponieważ poczuły takową wewnętrzną potrzebę z pobudek religijnych?

 

Nie wiadomo, komu wierzyć – zaciera się granica między rzeczywistością a fikcją. Nie wiadomo, kto mówi prawdę, a kto nie – lecz głównie nie wiadomo dlatego, że mass media demonizują problematykę erotyki i seksualności młodzieży. I to mass media właśnie rozstrzeliwują tę problematykę na dwa skrajne, kompletnie przeciwstawne „obozy wyznaniowe”.

 

Podobnie zresztą postępuje kościół, gdyż nie nawiązuje do pierwotnych, źródłowych idei i nie przybliża wiernym swoich archetypów i podwalin ideowych. Kościół po prostu straszy piekłem i potępieniem we wszelkich możliwych aspektach, usilnie kodując w ludziach pojmowanie i widzenie seksu jako czynności niechlujnej, brudnej i wstydliwej.

 

W tym sensie zatem media i kościół, wbrew pozorom, są do siebie niezwykle podobne – bowiem tak jedno, jak i drugie przybiera kształt przekłamanej maskarady i demona.

 

Kościół demonizuje świat seksu, sprowadzając go jedynie do stricte szatańskich sztuczek. W tym samym czasie, idąc śladem popularnego dziennikarskiego credo, że „dobry trup ożywi każdą gazetę” – świat seksu mass media ciągną w drugą stronę, gdzie wyzwolenie seksualne i świadomość tej materii przekracza wszystkie wyobrażalne bariery, rozrasta się do ostatnich granic brawury, a wszystkimi możliwymi perwersjami, odmoralnieniem i totalnym brakiem zasad – pokazuje, że przecież nie prawda, nie docieranie do bliskiego obiektywności meritum są podstawą wartościowego materiału dziennikarskiego, a staje się nim każdy zwykły news.

 

Im news więcej szokujący, perwersyjny, agresywny – tym lepiej. Odarcie tematyki seksualności z otuliny intelektualnej, refleksyjnej, emocjonalnej czy wręcz mistycznej – jest widocznie koniecznością, aby utrzymać się na powierzchni. Skoro jedno medium podejmie wątek np.: o przedwczesnej z kolei inicjacji seksualnej – następne medium przystąpi do wyścigu: przekoloryzuje sprawę, zaokrągli statystykę, a zamiast rzetelnej bibliografii jako źródło swoich informacji wskaże jedno czy drugie forum internetowe albo wikipedię.

 

Z takiego budowania informacji kościół potem będzie miał tylko uroczą dla się pożywkę: docieranie do opinii publicznej modnej dzisiaj perwersyjności, szerzących się nielegalnych, złych aborcji wśród nastolatek, a właściwie dziewczynek, etc., etc., etc... – z tych nierzetelnych, nie usystematyzowanych, naciągniętych danych kościół wyciągnie swoje wnioski. Potem na podstawie tych wniosków na niedzielnym kazaniu – objawi się kolejny ksiądz Natanek, który nawet „pozytywne myślenie” zakwalifikuje do grupy „szatańskich college'ów”.

 

Można wychwytywać środek tej medialno-sensacyjno-kościelnej burzy w nieskończoność. Ten kołowrotek już się kręci – prawda i fikcja mieszają się na łamach gazet i w złamanych kazaniach niedzielnych jak w dobrym shakerze. Sprawne oddzielenie jednego od drugiego wydaje się awykonalne.

 

Zamiast więc wyciągać nieuczciwe wnioski z bezproduktywnych, nieskończonych prób analizowania tego stanu rzeczy, warto przypomnieć sobie sprawę trywialną, że żadna skrajność – nie jest dobrym rozwiązaniem.

 

I tak jak wystawianie swojej cnoty na licytację w sieci lub wkraczanie w świat seksu z pozycji anonimowego przedmiotu nie powinno mieć miejsca w normalnym, realnym świecie – tak i patrzenie z fanatyczną kpiną, będąc dziewicą, na dziewczynę-młodą kobietę-koleżankę, która jest aktywna seksualnie: również ani nie przystoi, ani nie jest godne najmniejszej aprobaty, ni tolerancji.

 

Warto głośno powiedzieć, że tak jak życiu dorosłych nie zawsze towarzyszy pełna świadomość swoich potrzeb seksualnych i rozumienia tej materii – tak i światopoglądu nie wysysa się z mlekiem matki.

 

Jakkolwiek emocje związane z seksualnością i prywatnymi potrzebami w tym zakresie niezdrowo jest wiązać z pojęciem handlu – tak samo wyrzekanie się swojej seksualności z przyczyny ślepego cytowania fragmentów Biblii nie jest żadną wartością. I w tym sensie – nieskazitelna, absolutnie czysta cnota zadzierającej nos nastolatki, cnotą pozostaje tylko z nazwy. Dlatego, że cytując Dana Browna – Biblia nie jest bezpośrednim faksem z nieba, lecz zwykłym ludzkim przekazem, utoczonym z pokolenia na pokolenie.

 

Justyna Karolak.

---