Jesteś tutaj: Home » Kultura » Po drugiej stronie lustra » Justyna Karolak – Seks w (nie)wielkim mieście "Don Juan w spódnicy" 

Justyna Karolak – Seks w (nie)wielkim mieście "Don Juan w spódnicy"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Don Juan w spódnicy

Kiedy w towarzystwie pojawia się mężczyzna, który spotykał się i sypiał z wieloma kobietami – od razu zyskuje on nobliwe miano „Don Juan”. Ale kiedy pojawia się kobieta, czyniąca analogicznie to samo – określa się ją jako „dziwkę”, „puszczalską”, „zdzirę” etc.

 

Zatem kiedy mowa o męskiej aktywności seksualnej – chodzi o swoistą nobilitację jakościową. Don Juan – brzmi dumnie. Męska sprawność seksualna określa rasowego samca – podczas gdy kobieta mająca wielu partnerów, zyskuje w oczach społeczeństwa coś przeciwnego. Nie zyskuje szacunku, podziwu, sympatii, lecz pogardę, sztuczne politowanie i podejrzliwość wobec jej wartości jako człowieka. I mimo że najwięcej i najczęściej na tematy seksu i erotyki wypowiadają się mężczyźni – wcale nie w ich opinii kobiecy odpowiednik Don Juana zasługuje na pogardę, wykluczenie społeczne tudzież całkowicie protekcjonalny i nieuczciwy ton moralizujący.

 

Najczęściej negatywnie na tematy kobiecej seksualności i erotyki – wypowiadają się kobiety. Być może dzieje się tak z prostej przyczyny, co nie znaczy, że z racji tej przyczyny kobiecą seksualność w dalszym ciągu należy traktować po macoszemu. Niemniej rzecz w tym, że kobieta mająca w życiu wielu partnerów – w oczach mężczyzn pozostaje interesująca. Dla nich doświadczenie kobiety w tej materii tożsame jest z atrakcyjnością, świadomością i akceptacją swojego ciała i możliwości w nim drzemiących. Natomiast dla innych kobiet – kobieta, która nie wyszła za mąż w wieku dwudziestu lat jako dziewica, to po prostu godna pożałowania czarownica, a mówiąc bez ogródek – rywalka. Rywalizacja wśród kobiet, to właśnie punkt zapalny do zbywania kobiecych potrzeb seksualnych – świętym pomilkiwaniem społecznym. Pomilkiwaniem – albo gradobiciem próżnych ciosów i debat.

 

Rywalizacja wśród mężczyzn zazwyczaj dotyczy kobiety. Kobieta jest bowiem rodzajem atrakcyjnego trofeum, o jakie mężczyźni gotowi są między sobą walczyć. Ale rywalizacja wśród kobiet polega na wykluczeniu ze swojego grona atrakcyjnej koleżanki – dla samej „zasady”. Wcale nie musi chodzić o walkę o mężczyznę, aby kobiety wszczynały między sobą obmierzłą rywalizację.

 

Prawdopodobnie ten stan rzeczy nie możemy mierzyć już siłami natury, instynktownością i prawidłami biologii. Dlatego, że naturalna, zdrowa organiczność determinująca nasze zachowanie jako zwierząt – innymi słowy pruderyjne nieprzyznawanie się do instynktowności i pełne hipokryzji wypieranie się swojej przynależności do świata zwierząt i rozumienia potrzeb swojego organizmu i ciała właśnie na takim poziomie, to uwłaczająca sile i pięknu pierwotnych popędów – choroba cywilizacyjna.

 

Powszechna dzisiejsza jałowość i pomieszanie rozmaitych pojęć ideowych wznieca tę chorobą. A rozwój tej tragicznej choroby zawdzięczamy współczesnym „feministkom” – nie mężczyznom. Kobiety mentalnie i fizycznie zdrowe, kobiety prawdziwe, z krwi i kości, kobiety świadome swojej seksualności i związanych z nią mocy – swoje poniżenie w odbiorze społeczeństwa zawdzięczają aktualnym pseudo feministkom. A w następnej kolejności – zawdzięczają kościołowi i różnym frakcjom w gatunku Młodzieży Wszechpolskiej; ale to temat na odrębny materiał prasowy.

 

Przykładem „feministycznych” zachowań godzących w normalną kobietę (to znaczy – zdrową na umyśle i ciele, świadomą swoich pragnień, swojego wizerunku zewnętrznego etc.) – jest telewizyjna reklama telefonii Mobilking, w której atrakcyjne, ponętne, apetyczne ciała modelek nie radziły sobie z „męskimi czynnościami”, takimi jak ścięcie potężnego drzewa przy pomocy wielkiej piły mechanicznej i potrzebowały „męskiego wsparcia”. Ta właśnie reklama wywołała potężny, krzykliwy protest środowisk „feministycznych”, a w rzeczywistości – pseudo feministycznych. W efekcie – części filmu reklamowego z udziałem pięknych, seksownych modelek wymagających pomocy i obecności mężczyzny – musiały zostać wycięte i wycofane z obiegu publicznego jako „traktujące kobietę przedmiotowo i jako obiekt seksualny oraz uwłaczające jej godności”.

 

Zadziwiające, że rozliczne reklamy telewizyjne, w których kobieta przedstawiona jest jako piorąca skarpetki mężowi i synowi – roztkliwiająca się nad „magią działania danego proszku do prania”, to jest wizerunek kobiecości, wobec jakiego nikt się nie buntuje. Na takie pojmowanie kobiecości – nikt wokół się nie boczy. Ciekawe dlaczego?

 

Może dlatego, że piorąca skarpetki – jest obrazem kobiety poprawnym politycznie. Ale – kobiecy Don Juan, czy też kobieta jako obiekt seksualny – to już w głowach „feministek” pomieścić się nie może. Niedowiary.

 

Każda normalna kobieta pragnie być postrzegana jako obiekt seksualny – i nie ma w tej prostej prawdzie niczego nienormalnego, ani niemoralnego, co należałoby wypleniać jak gangrenę zagrażającą zdrowiu i życiu „chorej”.

 

To dlatego seksowny makijaż, wielość i różnorodność kobiecej bielizny (od stringów, poprzez pończoszki, na półprzezroczystych bądź połyskliwych haleczkach skończywszy), szpilki i sukieneczki – od dawien dawna stanowiły cudownie uzasadnioną główną matrycę kobiecego anturażu. Atrakcyjność zewnętrzna, dbałość o własne ciało i wodzenie na pokuszenie za jego pośrednictwem – traktowały o naturalnej, wręcz organicznej sile oddziaływania kobiety. Jej seksapil, emanowanie swoją czarownością, nieukrywanie swojej seksualności – są przecież podstawowymi atutami, walorami i talentami kobiety. To na nich opiera się jej piękno, rozumowanie i poprzez nie – wpływanie na rzeczywistość. Ponieważ właśnie dzięki kobiecości – kobieta sama jest zdolna do kreacji lub jest w mocy zainspirować do kreacji – mężczyznę. Przed czym kobiety miałyby się więc bronić? Czego mają się wstydzić? Czego – wg aktualnych „feministek” – miałyby się wyrzec: swojej urody, czy przyjemności?

 

Sufrażystki, pierwotne feministki – to były kobiety walczące nie z wiatrakami, lecz walczące o słuszne cele. Wówczas kobiety nie miały prawa wyboru, nie mogły głosować, zamknięte dla nich były możliwości kształcenia. Obecnie to wszystko znajduje się w zasięgu kobiet. Nie ma już o co walczyć – tym bardziej nie ma i realnych, zrozumiałych powodów, dla których kobiety miałyby wyrzekać się swojej atrakcyjności i seksualności. Nie ma powodów, dla jakich obraźliwym czy niechcianym miałby być obyczaj całowania w rękę bądź łapczywego połykania wzrokiem krągłości kobiecego ciałka odzianego w sukieneczkę.

 

Przy okazji warto nadmienić, że „feministki” kłócące się rzekomo o poszanowanie praw kobiet – w rzeczywistości są głównym atraktorem działającym na szeroko pojętą niekorzyść kobiet. Dlatego, że „feministkami” są w istocie kobiety nieatrakcyjne – i wiele spośród pięknych, normalnych kobiet (które nie mają jeszcze męża, za to mają bogate doświadczenie – tak, seksualne) nie ma ochoty na podpisywanie się pod sugerowanymi i narzucanymi przez to środowisko „postulatami”.

 

Powiedzmy sobie szczerze: jeśli jesteśmy normalne, najzwyczajniej w świecie lubimy swoje pończoszki, czerwoną szminkę i lakier do paznokci, a reklama Mobilking – rozbawiała nas do rozpuku.

 

Lubimy swoją historię, w której było obecnych wielu mężczyzn – bo dzięki tej historii: z pełną, kolorową paletą prywatnych talentów i wiedzy, możemy wstąpić w relację z właściwym mężczyzną, który będzie partnerem docelowym. A wtedy w przeciwieństwie do panien kochających się w noc poślubną w koszuli nocnej z żaglowego płótna po kostki (z otworem wyciętym w oczywistym miejscu) – my: będziemy po prostu szczęśliwe.

 

A kiedy przyjdzie nam do głowy ubrać się w spódniczkę przed kolanko, aby wybrać się na samotny spacer po wieczornym mieście – chcemy mieć święte-ludzkie prawo nie słyszeć za swoimi plecami z ust „wyzwolonych”, „feministycznych” „koleżanek”, że oto idzie „puszczalska” czy „zdzira”.

 

A gdy czasami słyszymy o gwałcie – nie chcemy słyszeć, że zgwałcona sama jest sobie winna: dlatego, że miała na sobie krótką spódnicę i pończochy.

 

Psychopatów w świecie nie brak niestety. Lecz myśl ta dotyczy w równym stopniu pomylonych oprawców, gwałcicieli wykorzystujących kobiecą atrakcyjność i jej pragnienie bycia postrzeganą jako obiekt seksualny w zdrowym rozumieniu – co dotyczy i środowisk „feministycznych”, gdyż to one najczęściej, zupełnie bezkompromisowo i bezmyślnie, są odpowiedzialne za budowanie fałszywego, niespójnego wizerunku kobiety.

 

To środowiska „feministyczne” wmawiają nam potrzebę bycia nieatrakcyjnymi – to one dzielą obie płci na pojęcie „Don Juana” i „dziwki”, niepomne prostej prawdy, że jednakowoż jak pojęcie „rasowego samca”, istnieje i kobiecy odpowiednik w postaci „rasowej samicy”. I nie ma się czego wstydzić, przed czym uciekać, ani czego piętnować, Drogie Kobiety.

 

Justyna Karolak.

---