Jesteś tutaj: Home » Kultura » Literatura » Paweł Sitkiewicz Miki i myszy 

Paweł Sitkiewicz Miki i myszy

 

 

 

Paweł Sitkiewicz Miki i myszy. Walt Disney i film rysunkowy w przedwojennej Polsce

wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2012

ISBN 978-83-7453-102-3

Informacja: 160 stron, format 162x215 mm, oprawa broszurowa

Cena detaliczna: 35 zł

 

 

 

 

Walt Disney dla animacji jest tym, kim Freud dla psychoanalizy, św. Paweł dla chrześcijaństwa, a Lenin dla komunizmu. Można go nie lubić, można nie cenić jako artysty, ale nie da się zrozumieć historii kina animowanego, a nawet całej popkultury, bez jego osiągnięć i grzechów. Choć Disney nigdy nie był w Polsce, odcisnął piętno również na polskim filmie, literaturze i komiksie. Zainspirował twórców, którzy z różnym skutkiem próbowali powtórzyć jego sukces. Oswoił widzów z kinem animowanym. Wspierał ich na duchu w czasach Wielkiego Kryzysu. Pomógł nawet sympatykom awangardy, dla której kreskówki z Myszką Miki stały się orężem w walce o film artystyczny. Swoją obecnością wywołał jednak wiele kontrowersji. Po latach zaś okazał się znakomitym przewodnikiem po przedwojennej kulturze masowej.

 

Biogram:

Paweł Sitkiewicz (ur. 1980) historyk animacji i filmu; interesuje się również starym kinem, plakatem oraz prehistorią komiksu; pracuje na Uniwersytecie Gdańskim.

 

Fragment: Disney wielki i mniejszy

W latach trzydziestych wielu publicystów utrzymywało, że to Walt Disney wymyślił film rysunkowy. To oczywiście nieprawda. Widzowie, którzy oglądali w kinie kreskówki z Myszką Miki, wcześniej lub później mieli okazję zetknąć się z różnymi odmianami „ożywionej plastyki” na ekranie. Trudno ze stuprocentową pewnością orzec, kiedy polska publiczność po raz pierwszy widziała film animowany. Być może była to lalkowa produkcja Władysława Starewicza Konik polny i mrówka (1913), dystrybuowana na ziemiach polskich jeszcze przed I wojną światową, a może któryś z rysunkowych filmów Émile’a Cohla, o którym wspomina kilku publicystów (co nie oznacza, że znali jego twórczość). Zanim do kin trafiły kreskówki Disneya, najpopularniejszym animatorem w Polsce był Max Fleischer, producent filmów z klownem Ko-Ko, Betty Boop i psem Bimbo, od którego nazwiska filmy rysunkowe określano mianem „fleischerówek”. Kreskówki jego wytwórni po raz pierwszy pokazano w Polsce stosunkowo późno, prawdopodobnie w roku 1928 (wcześniejsze wzmianki w prasie należy traktować z dużą ostrożnością – były bowiem przepisywane z zagranicznych magazynów). Nie znalazłem natomiast dowodu na to, by dystrybuowano w Polsce filmy Pata Sullivana o przygodach Kota Feliksa, bodaj największej gwiazdy animacji kina niemego, choć jestem przekonany, że pojedyncze taśmy musiały przeniknąć z Niemiec, gdzie kocur robił zawrotną karierę. W dziedzinie filmu lalkowego niewielką popularnością cieszył się wspomniany Władysław Starewicz, który po wybuchu rewolucji październikowej wyemigrował do Francji. Ponieważ deklarował, że czuje się Polakiem, prasa lubiła nagłaśniać premiery jego kolejnych filmów, które mimo to nigdy nie trafiły w Polsce do szerokiego rozpowszechniania.

W latach trzydziestych, oprócz animowanych reklam, filmów Disneya i Fleischera (tym razem o przygodach marynarza Popeye’a, zwanego Kubusiem), sprowadzono do Polski krótkometrażówki Paula Terry’ego (z cyklu Aesop’s Fables) oraz wytwórni MGM (z cyklu Happy Harmonies). Mieszkańcy dużych miast mieli ponadto okazję zetknąć się z bardziej ambitnym repertuarem. Sympatycy awangardy importowali filmy z Zachodu, między innymi Lena Lye’a, Oskara Fischingera, Lotte Reiniger i Bertholda Bartoscha, a także radzieckie „multiplikacje”. Niektóre z nich weszły do dystrybucji w roli krótkometrażowych dodatków (na przykład Studia Fischingera), częściej jednak dla miłośników filmu artystycznego organizowano specjalne pokazy, które – jeżeli wierzyć krytykom – przyciągały większą publiczność niż niejeden przebój zza oceanu. Głośnym wydarzeniem końca lat trzydziestych była niedoszła premiera Nowego Guliwera (1936) Aleksandra Ptuszki, łączącego grę aktorów z animowanymi marionetkami. Zdubbingowany pod kierunkiem Tadeusza Frenkla przebój radzieckiej kinematografii miał trafić do rozpowszechniania w 1937 roku pod klasycznym tytułem Przygody Guliwera, ale „został pokazany kilku zaledwie osobom, na ściśle zamkniętym pokazie, gdyż cenzura nie dopuściła go na ekrany”. Film uznano za sowiecką propagandę.

Disney miał więc konkurencję, a kino animowane nie było zjawiskiem obcym w polskiej kulturze masowej dwudziestolecia. Mimo to amerykański filmowiec bez trudu zawłaszczył uwagę krytyków i publiczności. Jeżeli już pisano o kreskówkach Terry’ego, Bartoscha czy nawet Fleischerów – to z reguły w kontekście osiągnięć Disneya.

 

Spis treści:

 

Wstęp 4

Filmy Disneya na przedwojennych ekranach 8

Disney wielki i mniejszy 12

Dla dzieci, dla dorosłych, dla nikogo 26

Disney w szeregach awangardy i kręgach artystycznych 40

Awangarda dla mas 42

Surogat prawdziwej sztuki 50

Włodzimierz Kowańko – polski Disney 56

Polskie rysunkowce 59

Wzloty i upadki pioniera 63

W pogoni za Hollywood 83

Na cenzurowanym 93

Epilog 96

Disneyowskie filmy na papierze 100

Miki z Ameryki 102

Myszki z polskim paszportem 113

Zakończenie 134

Przypisy 139

Indeks 151

---