Jesteś tutaj: Home » Info » Na cztery Łapy » pieski felieton - "Pies i jego pan" z cyklu Na cztery łapy 

pieski felieton - "Pies i jego pan" z cyklu Na cztery łapy









 

 

 

 

- No gdzie tak się spieszysz, na spacer przecież wyszliśmy! Nie biegnij tak, nie mam już siły! No słyszysz, wolniej idź, idziemy nie biegniemy!

Okolice Łazienek Królewskich w Warszawie. Idzie pan i idzie pies. Właściwie nieco inaczej – idzie pan i biegnie pies. Pies się prawie dusi, bo tak ciągnie. Pan też ledwo zipie, bo jest ciągnięty. Pies – choć naprawdę niewielki – ma dużo więcej siły niż pan. Ma też – pies oczywiście – szelki, dzięki którym jeszcze łatwiej mu ciągnąć, bo pracuje nie tylko kark, ale właściwie całe ciało.

Dlaczego pies tak ciągnie? Wiadomo – bo dzięki temu idzie. Zapewne przez lata wyrobił sobie taki nawyk ciągnięcia z całej siły, a musi się postarać, bo ten ciężar trzymający smycz strasznie się wlecze. Żeby pies mógł iść, musi ciągnąć.

Co mógłby zrobić pan, żeby pies nie ciągnął? Zatrzymać się. Raz, drugi, trzeci. Na początku pewnie i z kilkadziesiąt razy. Pan się zatrzymuje, pies nie może iść. Pan czeka, aż pies poluzuje smycz – a prędzej czy później to zrobi, bo to nudne tak stać w miejscu. Pan rusza, pies także. Znów ciągnie? Stop. Czekanie. I przez pierwszy tydzień pan więcej stoi niż idzie. Ale konsekwencja i cierpliwość się opłacają – już po tygodniu pies i pan mają szansę chodzić, a nie biegać. Proste?

Gdyby nie to, że pan szybko oddalił się ode mnie (w końcu on biegał, a ja szłam), powiedziałabym panu o tym wszystkim. I jeszcze bym dodała, że pan ma szczęście, że nie jest w takiej sytuacji, jak mój sąsiad. On ma bernardyna, od którego jest mniejszy. I – nie wiem, jak Wam to opisać – ale ich spacer wygląda bardzo podobnie.

Adrianna Adamska   

---