Jesteś tutaj: Home » Kultura » Publicystyka » Polska kontra niemieccy antyfaszyści 

Polska kontra niemieccy antyfaszyści

 

 

 

 

 

 

 

Faszyści i antyfaszyści wcześniej czy później się spotykają. Wywołuje to nieraz gwałtowne starcia i wybuchy przemocy. Dwie grupy, zwarte szeregi stojące ramię w ramię z napiętymi pośladkami, stają w końcu naprzeciw siebie. Najbardziej rozjusza je lustro, jakie przed nimi postawiono, bo oba zgromadzenia
są-wyglądają jednakowo.

Prymitywni przedstawiciele rasy ludzkiej mają bardzo ograniczone horyzonty. Dlatego ich piramida potrzeb Masłowa ogranicza się do trzech podstawowych szczebli - po potrzebach fizjologicznych i potrzebie bezpieczeństwa, najwyższą i najbardziej wysublimowaną z nich jest potrzeba przynależności.

Stąd też tak silne parcie neandertalczyków do zapisania się do którejś z subkultur, byleby była ona prosta w przekazie ideowym, łatwa do zamanifestowania ubiorem i nie trzeba było w niej za dużo myśleć.

U podstaw powinna leżeć niczym nie skrępowana ekspresja i aktywne wybawianie, bądź wyzwalanie świata.

Do tego wszystkim trzeba wydać jasne i proste dyspozycje, podzielić kompetencje i rozdać każdemu po legitymacji członkowskiej. Grupę tępaków wyróżniać od reszty społeczeństwa powinien jeszcze łatwy do rozpoznania i charakterystyczny symbol albo kod.

W ten oto sposób każdy będzie wiedział, kto jest już członkiem, a niezrzeszeni będą z daleka wiedzieli, że zbliża się do nich ta głupsza antyspołeczna grupa. Ona sama natomiast będzie czuła się wyjątkowa, bo ich symbol wyraża to co najlepsze, kojarzy się ze szczytną sprawą, powodzeniem i szczęściem - takim symbolem na początku była swastyka.

Z gruntu dobre i uzasadnione pobudki pchają tępych i nieoświeconych w łapska manipulatorów propagandy. Wystarczy, że sprzeda się maluczkim prosty, poukładany i wyidealizowany świat.  Dzięki emblematom, symbolom i konsumpcji powierzchowności – obywatelem nowego, lepszego świata będzie można być już tu-i-teraz – wystarczy zapisać się do grupy.

 

Faszyści – antyfaszyści - studium przypadku

Tak oto widzą się i wyobrażają, zaślepieni ideologią przynależności do czegoś lepszego – faszyści:

 

Gładko ulizane jasne włosy. Eleganckim krokiem, uśmiechnięci i wyprostowani – najlepsi i najładniejsi przedstawiciele ludzkiej rasy – odprowadzają wybitnie piękne i kształtne kobiety do bliżej nie określonych przybytków rozkoszy. Celem jest namnażanie jak największej liczby przedstawicieli lepszej rasy, bo ludzkość powinna wzrastać w siłę i być coraz zgrabniejsza, piękniejsza, szybsza i lepsza – taka ludzkość kiedyś rządzić będzie całym światem.

A tak oto zachowują się i wyglądają prawdziwi faszyści:

 

Nie lepiej jest z antyfaszystami, którzy z punktu uważają się za lepszych, ponieważ niszczą faszyzm, czyli samo zło.

 

Miłe i przyjaźnie wyglądające pary uszczęśliwiają się i podbudowują, wspólnie niszcząc to, co najgorsze na świecie, ciągle odradzający się faszyzm. Zespoleni i uzasadnieni teraz będą mogli udać się w jakieś miłe miejsce w celach prokreacyjnych, aby pomnażać przedstawicieli lepszej grupy, bo ludzkość powinna wzrastać w siłę i być coraz zgrabniejsza, piękniejsza, szybsza i lepsza – taka ludzkość kiedyś rządzić będzie całym światem.

A tak oto zachowują się i wyglądają prawdziwi antyfaszyści:

 

Zamieszki w Warszawie:

11. listopada 2011 roku mieliśmy właśnie naoczny przykład spotkania powyższych subkultur, czyli takich prymitywnych ludów.

Umawiający się od wielu miesięcy na serwisach społecznościowych niemieccy antyfaszyści przyjechali tłumnie do sąsiedniego dzikiego kraju na wschodzie, bo dowiedzieli się że ONR (czyli organizacja faszystowska w ich rozumieniu) będzie organizowała jakiś marsz – chyba niepodległości. Miłujący pokój, uzbrojeni w pałki i zamaskowani przedstawiciele lepszej rasy, z werwą i zaangażowaniem pokazywali polskim faszystom, gdzie jest ich miejsce. Niestety w całość wmieszała się dokumentująca wszystko telewizja i policja. Dlatego obie grupy postanowiły zrobić ogólną zadymę, żeby pokazać ilu ich jest i, jaką wspólnie stanowią siłę.

Po zaczadzeniu i w ogólnym zamieszaniu - nie można już było odróżnić, kto jest kim. Dlatego różnego rodzaju organizacje i grupy subkulturowe przez kolejne pół roku, po tym jak ściągnęły na siebie społeczne zainteresowanie, na konferencjach prasowych będą obrzucały się odpowiedzialnością, zarzutami i inwektywami. Po wszystkim sprawa ucichnie, aż do kolejnego spotkania, które uwolni z piersi przedstawicieli lepszej grupy lub rasy to, co w nich naprawdę drzemie – a więc niczym nie skrępowane okrucieństwo, zdziczenie i prostactwo.


Zbigniew Galar

---