Jesteś tutaj: Home » Kultura » Publicystyka » Publicystyka - Marsz niepodległości - Jarosława Kaczyńskiego krucjata dziecięca 

Publicystyka - Marsz niepodległości - Jarosława Kaczyńskiego krucjata dziecięca














„Chodź dziecko moje uczyć cię każę”

W czystości ducha i niewinności serca swego, rycerz niepokalany wiedzie ku nadziei i odkupieniu dzieci swoje. Nie jest to zdarzenie ni intelektualne, ni moralne, ni polityczne - w zasadzie trudno określić istotę tego zdarzenia. Przesłanie jest czysto dramatyczne, można by powiedzieć happening artystyczny, lecz kontekst jest zbyt smutny zbyt poważny by z niego kpić. Bo jak zrozumieć jego sens - oto profesjonalny opozycjonista, lider partii bez sukcesu chce poprowadzić Polaków na marsz o niepodległość, o polskość i niezależność naszego kraju. Wybiera datę dramatyczną - 13 grudnia. Aby obraz był pełen, trzeba mieć świadomość tego że ostatnia manifestacja niepodległości - 11 listopada, skończyła się wielką chucpą i wstydem. Jakże znamiennym sygnałem dla naszej uwagi jest poprzedni wyczyn i jakże stygmatyzuje imprezę która ma się odbyć.

Ale demoniczny animator, niczym lalkarz w teatrzyku  lalek popatruje na lud swój i niewinnym go widzi, bo przecie ciemny ci on jest i prosty, i dać mu trzeba, igrzysk i chleba.



 

„Bo czymże jest człowiek dla nadczłowieka – wstydem i sromem bolesnym”.

Z jego to ust usłyszeć było można, iż lud mu wyznaczył rolę zbawiciela gdy chwalił się iż tłum krzyczał do niego „Jarosław Polskę zbaw”. A więc wiemy już jaką rolę dla siebie widzi Jarosław Zbawiciel i jaką rolę dla nas. Będziemy dopuszczeni do łaski niesienia tronu jego. Ta dramatyczna, wręcz obsesyjna dążność do uhistorycznienia swojej osoby jest wielce osobliwa.

Za wszelką cenę, poświęcając godność innych i narażając wszystkich, skazując każdego na poświęcenie w imię siebie samego chcę się stać równy postaciom z mitów i historii. Gdybym ja tak się zachował lub znał takiego sąsiada cóż bym o nim mógł myśleć lub gdzie bym sam wylądował. Jednak miara ludzka nie przysługuje geniuszowi, geniusz bowiem jest tak wielki że nawet jak się myli to ma rację.


„Samotność”

Wielu już odeszło i wielu odejdzie jeszcze, bo samotność jest pisana Geniuszowi spod Tatr. Opuszczają go bliscy, opuszczają przyjaciele, opuszczają sojusznicy. Ale to tylko hartuje myśl jego i zatwardziałą duszę czyni, bo przecież nie może się mylić gdyż niesie prawdę w sercu swoim. Prawda ta potwierdzona poświęceniem i wytrwałością jest oczywista i tylko nasza głupców wina jest iż jej nie widzimy. Bo gdybyśmy ją przyjęli byłaby dla nas „oczywistością”. Ale nie jest – bo gdybyśmy ją przyjęli musielibyśmy zrezygnować z wolności a my ją jednak kochamy. Dlatego geniusz został skazany, i pozostanie sam. Samotność, jest jego dramatem i pogłębia się , oby go nie zabiła.

 

Pisze tu tylko o liderze a nie o całym ruchu, gdyż coraz bardziej oczywistym staje się jego solistyczna figura, ona jest przekleństwem ruchu a nie jego szansą, więc zdarzenia jakie się pojawiają należy przypisywać coraz bardziej jemu i rozumieć je jako nacechowane coraz większą rozpaczą strachem i determinacją. Z czasem, choć wątpić należy aby to tak długo trwało, dwór zacznie realizować swoje cele jego rękoma. Być może utraci on wtedy kontrolę nad swoim własnym dworem, ponieważ zbierają się wokół niego coraz bardziej przebiegli dworacy, ci którzy byli odważniejsi już dawno poszli, ci którzy dostrzegli to o czym piszę, przed chwilą. Jakkolwiek by się stało ratunku ani nadziei nie ma, natomiast może wzrastać dramaturgia zdarzeń w obliczu niemożności. Nie jestem przeciwnikiem PiS-u, uważam że potrzebna jest ta formacja na polskim rynku politycznym, jednak musi być zdroworozsądkowa ponieważ taki paratragiczny charakter tej organizacji jaki ją cechuje obecnie, zniszczy ją doszczętnie.

Poniżej prezentuję Państwu mój tekst który był opublikowany na łamach bloga Toster Pandory w „Onecie” i „salonie 24” 16 lutego 2010 roku, co jest do sprawdzenia oczywiście.



DLACZEGO PIS PRZEGRA WSZYSTKO (artykuł z bloga Toster Pandory) opublikowany 16 luty 2010



 

Świat jako ponura gra w donosy, świat jako koszmar pełen korupcji przestępstw i podstępów, świat Orwellowski – to świat braci Kaczyńskich i dlatego przegrają wybory. Tego świata już nikt nie chce, nikt go nie oczekuje, to świat brudny, pełny pogardy dla człowieka. W takim świecie żyją bracia, takim go postrzegają i takim go tak naprawdę chcą widzieć.

Pis jest partią potrzebną na arenie politycznej Polski, ale musi się uwolnić od przekleństwa Kaczyńskich, gdyż w tej konfiguracji może zaistnieć tylko jako partia opozycyjna, i tylko w takiej roli się sprawdza.

Kiedy Polacy powierzyli w wyborach Pisowi zadanie rozliczenie Sld-owskich przestępców, zawiódł na całej linii, nie tylko nie sprostał temu zadaniu ale jeszcze zniszczył własny etos. Okazało się, że bracia są również nieskuteczni.

Im dłużej bracia Kaczyńscy będą powstrzymywali Pis przed rozwojem tym dłużej ta partia będzie przychodziła do siebie po ich – Kaczyńskich, klęsce. Tym czasem coraz widoczniejszym jest jak bardzo obydwaj panowie niszczą własną partię wpadając w rondo powtarzającej się frazy – wszyscy są grzeszni, wszystko jest grzechem. Odnosi się wrażenie, iż tylko taki przekaz jest w wyobrażeniu pana prezesa możliwy do przekazania. Nawet, jeśli pojawiają się ciekawe idee wewnątrz tej partii, histerycznie są przykrywane natychmiast kampania negatywną. 

Chciano nas zniszczyć – krzyczał pan prezes do swoich poddanych na kongresie partii, to treść przekazu do wewnątrz – widocznie panowie Kaczyńscy czują się dobrze tylko w atmosferze pełnego zagrożenia. Ta stosunkowo prosta manipulacja może działa jeszcze do wewnątrz, na jakiś czas mobilizując partię,  jednak na zewnątrz obraz ten już dawno został odrzucony i nie ma żadnych szans na odtworzenie ulubionej dla braci atmosfery wielkiej światowej zmowy przeciw im obydwu. Coraz bardziej przypomina to spiskową teorię dziejów, – który to czas jest czasem żniw dla wszelkiej maści mini dyktatorów. Przerażającym jest to, iż gdyby się obydwu panom udało przekonać naród, iż znajduje się w stanie zagrożenia, wprowadziliby rozwiązania charakterystyczne dla czasów totalitarnych. Jak nie zabawna byłaby wizja pana Kaczyńskiego jako dyktatora, to proszę jednak żeby przyjrzeć się innym postaciom w historii świata które były nie mniej groteskowe a jednak im się udało. 

Szczerze mówiąc trudno dociekać, dlaczego, panowie tak bardzo są uzależnieni od swojej wizji świata jako koszmaru, czy to wynik fanatyzmu religijnego, czy jednostronnego wychowania czy kompleksów, w każdym razie format tych myśli staje się coraz bardziej chorobliwy. W przypadku pana prezydenta jest on jeszcze w granicach rozsądku utrzymywany przez jego żonę, nie mniej w drugim wydaje się już tę granicę przekraczać.

PiS organizuje wokół siebie tę część polskiego społeczeństwa, która jest zachowawcza i hołduje tradycyjnemu sposobowi myślenia o Polsce, jest to z natury rzeczy najstarsza część społeczeństwa i będzie się coraz bardziej kurczyć, a ta, której poglądy są konserwatywne, lecz poszukuje współczesnego wymiaru tej konserwatywności coraz częściej będzie odmawiać poparcia dla takiej wizji państwa. Konserwatyzm nie musi, bowiem być koncepcją wynikająca li tylko z postrzegania człowieka jako rodzaju przekleństwa. W absurdalny sposób taka wizja społeczeństwa nawiązuje do post – sowieckiej wizji, w której wszyscy są winni, a jak bardzo to już tylko kwestia dowodów. Ponieważ klient PiS-u jest taki, jaki jest, partia ta z konieczności tworzy koncepcją państwa opiekuńczego, aby go do siebie przeciągnąć. Gospodarka jednak sama w sobie nie jest najważniejszym elementem strategii PiS-u, jest zaledwie tylko pochodną wynikająca z preferencji wyborców, to zbliża tę partię coraz bardziej do rozwiązań socjalistycznych, pozostawiając całą ideologie po stronie prawicowej – czy to czegoś państwu nie przypomina.

Groteskowość tego świata wydaje się coraz bardziej operetkowa, a wojskowa terminologia i dziarskie zachowania nie przypominają raczej husarii, lecz poetycką wizję scenicznych huzarów z „księżniczki Czardasza” paradoksalnie wzmacniając pozycję jednoczącej się jak by to nie brzmiało „liberalnej –lewicy”. Jednocześnie szeregi PiS-u opuszczają coraz to nowe kluczowe dla tej partii postacie udając się albo na rodzaj emigracji politycznej albo emigracji wewnętrznej, zastępują ich ludzie pokroju pana Gosiewskiego, uzupełniający groteskowość obrazu partii. Ruch w kierunku elektoratu kobiecego polegający na ekspozycji kobiecych zasobów partii jest ruchem fasadowym, niezmieniającym faktycznych podstaw ideologii partii. Kobiety te zresztą w naturalny dla siebie sposób nie podjęły reformatorskich działań w partii petryfikując jej charakter i umacniając lidera. Ze względu na wartość intelektualną przesłanek, jakimi się panie posługują nie są również przyszłością tej partii.

W niedługim czasie komunikaty wysyłane przez liderów tej partii staną się raczej rodzajem folkloru politycznego w rodzaju „Kabaretu skeczów męczących” a jak już mówiłem dzieje się to kosztem polskiej sceny politycznej, gdzie powinna znajdować się licząca poważna partia konserwatywna, wymieniająca od czasu do czasu zapominająca się partię liberalnych lotów. Partia ta ma wiele do zrobienia dla istoty naszej społecznej integralności, dla samoświadomości naszego społeczeństwa. Z bólem serca oglądam degrengoladę tych wszystkich idei, które mogłyby się stać powodem do dumy dla nas wszystkich na europejskiej arenie wydarzeń politycznych.

Partia ta jednak nie powstanie z kolan, jeśli Pis nie zajmie się poważnie problemami gospodarczymi, traktując je jako zadania pierwszoplanowe, przypominam, iż kluczowym politykiem w rządzie PiS-owskim do spraw ekonomii była scheda po PO, natomiast reszta politycznych deklaracji PiS-u dotyczących ekonomicznej przyszłości naszego państwa brzmi jak streszczenie z osiemnastowiecznego poradnika dla młodego ekonomisty, do czego zresztą w swej naiwności ducha politycy ci się przyznają.

Nieporadność w posługiwaniu się współczesnymi narzędziami ekonomicznymi i komunikacji społecznej, nie świadczy już o prostolinijności i braku zepsucia, świadczy po prostu o nieporadności i nie domaganiach w elastyczności myślenia. Wiek dwudziesty minął, już nie ma miejsca na intelektualne kalectwo i rodzaj dezynwoltury kulturowej.

Leonard Jaszczuk

---