Jesteś tutaj: Home » Kultura » Publicystyka » Publicystyka - O co chodzi "oburzonym" 

Publicystyka - O co chodzi "oburzonym"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ruch oburzonych powstał na portalu społecznościowym, a nie jak powszechnie twierdzą media na ulicach Nowego Yorku. Ruch ten najpierw skupił zapisanych na wydarzenie użytkowników świata wirtualnego. Potem okazało się, że 17 września 2011 na Wall Street w celu protestu przyszło kilkaset osób, czyli nie promil lecz pokaźna część z osób zrzeszonych w wirtualnym świecie. Ludzie zobaczyli się, policzyli, spotkali i przekonali że zjawiska internetowe, także w bogatym i wygodnym świecie zachodu, przekładają się na rzeczywistość.

 Nie była to Grecja, czy Hiszpania, czy jeszcze bardziej przyciśnięte do muru poprzez bezrobocie i brak perspektyw kraje bliskiego wschodu. Ludzie najbogatszego i najpotężniejszego państwa, przedstawiciele bogatej kasty potężnego centrum finansowego, zdecydowali się wyjść na ulice nie dlatego że musieli, lecz dlatego że chcieli. To zadziwiające, że uśpionemu, wygodnickiemu, otyłemu, faszerowanemu napojami gazowanymi i telewizją społeczeństwu, chciało się myśleć i działać, a nawet wstać z fotela. Tę zmianę jakościową umożliwił społecznościowy Internet, dzięki któremu ludzie negatywnie oceniający działania władz, dowiedzieli się, że myślą podobnie i że jest ich tak wielu.


Ten kto nie widział choćby jednego filmu, na temat teorii wyburzenia World Trade Center jako pretekstu do pogwałcenia amerykańskiej konstytucji i wprowadzenia masowej inwigilacji obywateli, kto nie czytał i nie oglądał dokumentów o Nowym Porządku Świata, czy spotkaniach grupy Bilderberg – ten nie będzie miał zaplecza informacyjnego, aby zadziwić się nad świadomością i wartością formującego się „oburzonego” ruchu. Żeby rozpoznawać memy które identyfikują i łączą protestujących przeciwko globalnemu systemu finansowemu, trzeba też koniecznie obejrzeć doskonały film braci Wachowskich (twórców „Matrixa”) – „V jak Vendetta”.

Warto też nadmienić, że po pewnym czasie do protestujących przyłączyły się związki zawodowe i komuniści. Jednak jest to bez znaczenia dla strony ideowej ruchu i zaciemnia obraz sytuacji. Informacje konieczne do oceny społecznej zmiany jakościowej, która dzieje się na naszych oczach tkwią w Internecie, a nie w mediach.

Nie jest to bowiem ruch stricte lewicowy. On nie ma strony w tradycyjnym rozumieniu sceny politycznej. Jest apolityczny, więc nie stworzy partii. Nie wpadnie w ten głęboki śmierdzący kanał, specjalnie przygotowany przez system demokratyczny do utylizacji wszelkich mętów, odmieńców, populistów i niezadowolonych.

Jego postulaty są rozstrzelone, bo większość ludzi nie ma pojęcia o funkcjonowaniu gospodarki i głosi hasła mające w jego rozumieniu nieco poprawić obecną sytuację. Jednak zbiorowa mądrość tłumu sprawia że, w przeciwieństwie do poprzednich „ślepych” rewolucji, „oburzeni” mają świadomość swojej intelektualnej słabości. Ciągła wymiana informacji pozwoliła im też wyklarować niezwykle postępowe i wręcz genialne z punktu widzenia jednostki grupowe postulaty.

Po pierwsze, ruch ten nie formułuje recept i rozwiązań. Nie jest tępym XX wiecznym tłumem, któremu roi się iż wie jak powinni pracować i zarządzać przedsiębiorcy, czy jak powinny funkcjonować fabryki żeby było dobrze. Nie posiada on spisanych oficjalnych żądań, rzeczników czy aplikacji do tajnych list przedstawicieli. Dlatego nie można wpłynąć na niego za pomocą zewnętrznie finansowanych jaczejek, promowania podstawionych liderów, czy choćby stygmatyzować aspołecznie pchając w kierunku tez tego czy innego lewicowego filozofa.

Po drugie, jego przedstawiciele są dobrze poinformowani. Wiedzą przeciwko czemu protestują i do kogo powinny być skierowane ich protesty. Wall Street i londyńskie City są właściwym adresatem dla krytyki jak i formułowania konstruktywnych postulatów.

Obecnie to rynki finansowe rządzą światem, gdyż to one decydują o tym który polityk uzyska mandat do sprawowania władzy ustawodawczej, a co gorsza wykonawczej. Poparcie finansowe jest decydujące, gdyż w obecnym systemie quasi demokratycznym, jaki reprezentują państwa świata zachodniego, 94% polityków, którzy wygrali wybory, miało więcej pieniędzy od konkurenta.

Po trzecie, „oburzeni” zaczynają coraz lepiej rozumieć ukryte mechanizmy, które prowadzą do patologii sztucznego uprzywilejowania ludzi na to niezasługujących. Na ulicznych transparentach można przeczytać nie tylko puste żądania, lecz również pouczające hasła, które edukują i uświadamiają innych protestujących. W przeciwieństwie do klasycznych rewolucji, ruch „oburzonych” stara się poszukiwać przyczyn obecnej sytuacji, a nie tylko wskazywać winnych.

Oburzeni” dobrze wiedzą, że system kapitalistyczny, który tak dobrze sprawdzał się przez industrialne wieki, został obecnie wykrzywiony i wynaturzony, poprzez nadawanie osobowości prawnej wirtualnym tworom – korporacjom. Wiedzą również że wymagający nieustannych fluktuacji boomów i kryzysów rynek finansowy, nigdy nie pozwoli na ustabilizowanie sytuacji gospodarczej i deflację. W dobrobycie po prostu zarabia się relatywnie mniejsze pieniądze, a to różnica w dochodach i chciwość jest głównym wyznacznikiem własnej wartości dla giełdowych psychopatów, którzy potrafią myśleć tylko o tym jak się zarabia większe pieniądze.

Klasyczny kapitalizm odniósł sukces, bo interesy pomiędzy ludźmi nie są grą o sumie zerowej. Dobrze przebiegająca współpraca przynosi korzyści obu stronom. Na rynku papierów wartościowych z kolei, ogromny przyrost majątku szczęściarzy z definicji generuje straty milionom. Wygrywa inwestor który ma lepszy dostęp do informacji, a nie ten zdolniejszy, szybszy czy bardziej wykształcony. Przez to każdy przedstawiciel świata finansiery z utęsknieniem czeka i zabiega o najszybsze nadejście kolejnego kryzysu. W trakcie krachu giełdowego majątek nigdy nie jest tracony, a zamiast tego transferowany, od słabiej poinformowanego ogółu w ręce nielicznych.

Ruch „oburzonych” jest oburzony, bo wie że ludzie u władzy zdają sobie sprawę z tego co należy zrobić aby naprawić sytuację. To oni przecież powierzyli losy półkuli zachodniej w ręce chciwych, ograniczonych i krótkowzrocznych ludzi, a później kazali płacić kredytobiorcom za błędy managerów. Kontrolujący świat doskonale wiedzą jak zarządzać lepiej i sprawiedliwiej, tak aby nie niszczyć środowiska i nie upokarzać przy tym społeczeństwa. Jednak w pełni świadomie, z chciwości, a także z potrzeby pustego napawania się władzą, robią coś zupełnie przeciwnego i szkodliwego.

Żeby uszanować ludzkość i dać jej żyć w szczęściu i spokoju nie potrzeba rewolucji, krwi, ulicznych barykad i defenestracji maklerów ku uciesze palących pochodnie „oburzonych”. Trzeba świadomej decyzji, przyznania się do błędu, ustalenia nowych priorytetów i pochylenia głowy ludzi, którzy na siłę próbują zaprowadzić totalitarne porządki przy okazji kolejnych recesji i kryzysów finansowych. Nastroje ostatecznie wygasi wyznaczenie nowych kierunków rozwoju i aspiracji, przy których wyznaczaniu potrzebne będzie pozwolenie na aktywny udział nie tylko elity, lecz również głupich, interaktywnych i niewtajemniczonych.

Ze względu na powyższe, wszelkie protesty są na razie pokojowe, a ludzie ze spokojem znoszą agresywność policji i masowe zastraszanie niepokornych, w postaci konfiskaty telefonów komórkowych i masowych aresztowań.

Należy jednak pamiętać, że psychologia tłumu narzuca na ruchy rewolucyjne pewne zachowania niekontrolowane i afektywne. Innymi słowy, Wall Street spłonie, kiedy nadzieja na pozytywne zmiany „oburzonych” wygaśnie.


Zbigniew Galar

---