Jesteś tutaj: Home » Kultura » Publicystyka » Publicystyka - Zbigniew Galar "Idea Klanu" 

Publicystyka - Zbigniew Galar "Idea Klanu"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Idea KLANU
"Strefy NO ACTA" - i potrzeba prywatnego Internetu.


Każdy z nas potrzebuje swojej bezpiecznej strefy, swojego wewnętrznego kręgu przyjaciół, przy których nie musi się pilnować, bo wśród nich może być sobą.
Z którym dzieli się troskami i wspólnie cieszy sukcesami - którym może powiedzieć:
"Co moje - to twoje".

W obliczu przyjęcia aktu ACTA,
egzekwującego od każdego użytkownika znajomość co do kogo należy, czyli
"wszystkich praw i przynależności wszelkiej własności intelektualnej Internetu",
najwyższy czas na stworzenie czegoś nowego - strefy prywatnego Internetu, której nie będziemy musieli tego pamiętać.

Idea własności ma sens tylko w sferze publicznej.
Idea własności intelektualnej powstała w sytuacji ekonomicznej konkurencji obcych sobie ludzi.

Grupa ludzi myślała nad czymś, a pozycja społeczna każdego wyznaczana była przez przynależność indywidualną konkretnych naukowych, artystycznych, czy ideowych osiągnięć - każdy człowiek miał swój konkretny dorobek.
Jednostki musiały więc być właścicielami praw do dzieł, aby czerpać z nich zyski i nie musieć machać łopatą, kiedy mogły z sukcesami kreatywnie myśleć.

 

Inna sytuacja obowiązuje w rodzinie, czy bliskiej grupie przyjaciół, czy znajomych. Tam każdy tworzy, myśli i odbiera. Daje z siebie dla wspólnoty, aby móc od niej odbierać. Dzieli się i gdy inni robią to samo, wszyscy członkowie na tym korzystają - wzrastając w siłę. Zewnętrzną konkurencję zastępuje wewnętrzna współpraca.
Prawo własności nie jest tutaj potrzebne, bo jest to tak mała grupa, że bez rejestru osiągnięć danej jednostki i tak każdy wie, który z członków grupy jest artystą, który fantastą marzycielem i tworzy najlepsze książki, a kto naukowcem i do czego dana osoba się najlepiej nadaje.
Bez własności intelektualnej wewnątrz plemienia - rodziny, można łatwo wyznaczyć pozycję w stadzie, czyli kolejność dziobania, którą w świecie obcych sobie ludzi wyznaczać już muszą pieniądze i władza.
Liczebność takiej grupy nie może zwykle przekroczyć 200 osób, bo ponad tą liczbą nie sposób spamiętać kto jest w czym dobry.

Dlatego po przeniesieniu własności intelektualnej do Internetu,
powinniśmy przenieść do niego coś jeszcze - wewnętrzną, prywatną strefę.
Sferę rodzinną i przyjacielską - pozbawioną własności, w tym intelektualnej, osobistą przestrzeń bliskich sobie członków grup.

Odejście od idei "globalnej wioski", na rzecz "globalnej równiny" - pełnej osad i klanów koczowniczych, będzie naturalną ewolucją wirtualnego świata, który od 20. lat z sukcesem kolonizujemy.
Obecnie zachowujemy się w sieci tak, jakbyśmy byli sobie anonimowi i obcy. Ci, którzy ufają bardziej, wcześniej czy później brutalnie przekonują się jaki błąd zrobili.
Potrafimy więc tworzyć zaledwie kazualne, tematyczne i interesowne związki.
Jak tylko znajomość przestaje nam dostarczać satysfakcji, czy wspólny temat forum przestaje nas interesować - odchodzimy. Nic nas bowiem przy naszych wirtualnych przyjaciołach nie trzyma, tak jak nie znamy i nie śledzimy strumieni wszystkich 5000. znajomych na Facebooku, bo nie mamy czasu, aby przejrzeć więcej wpisów niż od 200. osób dziennie.
Ten świat trzeba zmienić.
Nie możemy być już częścią globalnej wioski, rozrosła się ona za bardzo i jest nieodporna na ataki, bo swobodnie infiltrują ją przestępcy i władze, wykorzystując zdobyte informacje przeciw nam - do zarabiania, szkodzenia i poszerzania swojej kontroli.

Trzeba wprowadzić szyfrowaną wewnętrzną społecznościową strefę prywatną Internetu.
Co się w niej dzieje będzie prywatną sprawą grupy i dostarczycielowi Internetu, czy organizacjom zbiorowego zarządzania prawami autorskimi nic do tego.
Chodzi o możliwość dodania do G+, FB, czy Twittera specjalnego kręgu, specjalnej grupy znajomych. Ludzi z którymi będziemy wspólnie tworzyć, eksplorować i zdobywać świat wirtualny, z którymi będziemy przeżywali "wirtualne" sieciowe troski i niedole - jak w realnym życiu.
Ludzie, którzy tam się znajdą będą mieć pełny dostęp do naszych danych profilowych, będą mogli udostępniać nam swoje dzieła i treści, będą mogli nam udostępniać muzykę, programy, czy filmy - całkowicie legalnie - na mocy prawa do domowego dozwolonego użytku. Taka grupa będzie musiała zakupić jedną licencję na program, a co się wewnątrz niej dzieje nie będzie do wglądu przez ludzi z zewnątrz - przez nikogo.

Chodzi o zbudowanie "wirtualnego" plemienia,
całkowicie pierwotnej wspólnoty - KLANU.

Wytwory własności intelektualnej, które się w niej znajdą będą mogły być kopiowane dowolnie często, ponieważ nikt poza członkami społeczności nie będzie wiedział czy do aktu kopiowania w ogóle doszło, a udostępnianie w naszym wewnętrznym kręgu zakupionej przez już własności intelektualnej jest każdego klienta świętym i niezbywalnym prawem.
Nikt spoza tej strefy nie będzie miał prawa zaglądać do wnętrza KLANU.
Na zewnątrz będą wychodziły tylko produkty jego działań.
Byłaby to strefa wyłączenia spod prawa własności intelektualnej -
strefa NO ACTA, NO SOPA, NO GOVERNMENT.
Horyzont zdarzeń, który możemy obserwować z zewnątrz jako jednolitą powierzchnię, jako jeden element, jak czarną dziurę, która zakupiła każdą wykorzystywaną przez siebie piosenkę, każdy film czy grę,
a gdy do niej już wpadły, co się z tymi wytworami własności intelektualnej dalej już wewnątrz niej stało - to nie powinno nikogo interesować - to sprawa prywatna KLANU - nie obchodzi nikogo innego.

Chodzi o przeniesienie do Internetu idei domu.
Wewnątrz naszego domu nikt nie ma prawa zainstalować kamery. Wejść do niego nie można bez nakazu. Możemy przechowywać w nim nielegalne przedmioty i prawo może uczynić nam z tego zarzut dopiero, gdy ma pretekst do przeszukania jego zawartości, a więc gdy popełnimy jakieś przestępstwo.
W naszym domu mamy firanki i zasłonki, mamy kotary. Nie chcemy żeby ktokolwiek obcy miał wgląd do naszej wewnętrznej sfery - do naszej przestrzeni bezpieczeństwa, naszego sacrum prywatności - naszego tabu.

Cokolwiek w Internecie obecnie o sobie udostępnimy może być, a więc wcześniej czy później będzie, wykorzystane przeciwko nam.
Dlatego aktualnie realizujemy w wirtualnym świecie poronioną ideę szklanych domów, których ściany są przezroczyste i widać przez nie co się dzieje w środku.

Człowiek jest jednak inny - każdy z nas wie, że bez tajemnic nie można żyć. Brak sekretów to złudna idea.
Dlatego z takim zadowoleniem przyjąłem zmiany na Facebooku w zakresie udostępniania tylko do wybranych grup, czy powstanie G+, który się na tej idei opiera. W Google plus można tworzyć wewnętrzne kręgi przyjaciół i udostępniać pewne dane tylko osobom w kręgu, tylko nim.
Jednak to za mało, te dane są nadal publiczne. Właściciel serwisu społecznościowego nadal czyta nasze posty.

 

Teraz czekamy na kolejny ruch Google.
Stworzenie wewnętrznego szyfrowanego kręgu, który umożliwi stworzenie wirtualnej przestrzeni wyłączonej spod publicznej kontroli.

Pierwszy ruch zrobi Google, trzeba je tylko do niego przekonać.

Poglądy Zuckerberga, który nie rozumie prawa do prywatności i uważa że wszystko powinno być jawne, czyli w jego kontroli – sprawia, że powstanie klanów nie leży w zasięgu jego możliwości intelektualnych, a tym bardziej nie jest w jego interesie.
Taki krąg będzie mógł być monitorowany i obserwowany z zewnątrz, ale nikt poza członkami nie będzie miał dostępu do środka - do jego zawartości. Będzie widać co do niego wchodzi i co wychodzi - kto jest członkiem - nic ponadto nie stanie się informacją publiczną, środek będzie poza kontrolą.

Współdzielenie dokumentów, linków i zdjęć, będzie poza wglądem władz, bo wewnątrz naszego domu z zawartości i programów naszego komputera może korzystać każda przebywająca w nim osoba - zgodnie z kodeksem w ramach dozwolonego użytku - nie łamiąc obowiązującego prawa.

 

Antidotum na kontrolę
Rządy wielu państw chcą ograniczeń ekspresji poglądów, idei i myśli, aby mieć wpływ na dystrybucje własności intelektualnej - bo tam są największe pieniądze.
Publiczna władza z każdym przyjętym prawem typu ACTA poszerza swoje wpływy.

W świecie realnym jesteśmy w stanie wytrzymać ten nieustanny monitoring i ciągłe stosowanie się do zasad, bo gdy docieramy do domu odpoczywamy od tego chaosu i napięcia. Zapominamy co do kogo należy, kto co ma, kto co wymyślił i wytworzył.
W domu chcemy doświadczyć wspólnie rozrywki, czy stworzyć z wewnętrznym kręgiem bliskich nam osób wspólne dzieło. W świecie realnym dobrze funkcjonujemy, bo posiadamy nasz azyl w postaci domu.
Teraz potrzebujemy tego samego w Internecie.

Przyjęcie ACTA i kolejnych regulacji, które nastają na naszą wolność w wirtualnym świecie to dopiero początek.
Dlatego już teraz musimy myśleć o tym jak chcemy funkcjonować w nadchodzącej erze regulacji, w nowej rzeczywistości.
Żeby psychicznie się przygotować i móc to przetrwać, przy zachowaniu obecnego poziomu dostępu do informacji i zasobów ludzkiej kreatywność, potrzebujemy czegoś nowego, czegoś prywatnego, czegoś w co nie będą mogły wmieszać się wszystkie prawa tego świata.

Potrzebujemy wprowadzenia do sieci idei domu. Potrzebujemy posiadać w Internecie prywatną przestrzeń - przypisaną nam, osobistą i szyfrowaną skrzynkę, którą będziemy mogli współdzielić z innymi. Pozbawioną kontroli władz - wirtualną przystań realnej ekspresji idei i myśli - stworzoną, wypieszczoną i przynależną do jednej bliskiej sobie grupy ludzi - jednego KLANU.

Zbigniew Galar


P.S.
Globalna wioska musi podzielić się na plemiona, aby zachować wolność, spójność oraz poszerzyć możliwości i swoją niezależność.

Każdy kto pomoże w rozpropagowaniu idei KLANU,
jako sposobu na zbudowanie równowagi pomiędzy potrzebami twórców własności intelektualnej, a ludzkim prawem do wolności i prywatności -
zrobi coś dobrego,
a w przypadku sukcesu uzyska poważanie na "równinie Internetu", które będzie mu procentować,
bo ludzie dzięki niemu będą mogli pamiętać i kopiować,
aż do ostatecznego "delejtu", aż do końca świata.

---