Jesteś tutaj: Home » Kultura » Po drugiej stronie lustra » Seks w (nie)wielkim mieście Matka Polka VS. Eko-Mama - Justyna Karolak 

Seks w (nie)wielkim mieście Matka Polka VS. Eko-Mama - Justyna Karolak














Część I

Archetypy i symbole? Wzorce? Metafory? Parafrazy?

Jak należy rozumieć pojęcia „Matka Polka” i „Eko-Mama” z pozycji współczesnych realiów?

 

Psychologowie mówią, że pojęcie „Matka Polka” właściwie nie ma swojego odpowiednika w innych kulturach. Oczywiście w wielu punktach świata w historii układało się tak, że mężczyzna szedł na wojnę lub po prostu po zdobywanie świata – a kobieta pozostawała w domu. On: udawał się w stronę dominowania nad istniejącą rzeczywistością bądź w stronę kreowania rzeczywistości nowej – ona: nadawała mu kierunek w tych działaniach. Nadawała po części dzięki dbaniu o wspólny dom i jego atmosferę (o miejsce spokojnych, szczęśliwych powrotów mężczyzny z codziennej „wojny”). Po części zaś inspirowała mężczyznę do rozwijania się w różnych obszarach życia. Mówi się często, że to mężczyzna stworzył cywilizację, lecz stworzył ją dlatego, że kobieta powiedziała: idź, zrób coś, popraw coś, wymyśl, usprawnij, zdobądź, przynieś.

 

A zatem – mężczyzna szedł na „wojnę”, a kobieta w tym czasie zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci. Podobno model kobiety – Matki Polki uformował się na ziemiach polskich właśnie wskutek tego podziału ról na męskie (aktywne, realizowane w świecie zewnętrznym) i żeńskie (stacjonarne, realizowane wewnątrz podstawowej komórki społecznej).

 

Aktualnie ten dawny model kobiety – nadal funkcjonuje w naszym społeczeństwie. Kobiety przywykły do swoich funkcji opiekowania się mężem, domostwem i potomstwem. Nadal mają jednakowo silne odruchy troszczenia się, doglądania i karmienia rodziny – przygotowywania posiłków. Mężczyzna – idzie na „polowanie”, czyli dostarcza składniki; prowiant – lub po prostu zapewnia byt materialny i w tym znaczeniu ciągle pojmuje się go jako głównego żywiciela rodziny. Ale to kobieta z przyniesionych produktów – komponuje jedzenie (albo rozporządza „składnikami”, „środkami” dostarczonymi przez mężczyznę do wspólnego domu). Ale czy te odruchy są silne, ponieważ taka jest kobieca natura – czy dlatego, że takie zostały przyjęte i utarte?

 

Kobiety czują się odpowiedzialne nie tylko za rozwój i wychowanie dzieci, ale też za samopoczucie swoich mężów. Mimo że dorobek cywilizacyjny oparty na wielu wynalazkach praco- i czasooszczędnych przyczynił się do ułatwienia życia i polepszenia jego standardu – kobieta i przypisywane jej dotychczas funkcje nie zmodyfikowały za bardzo swego zakresu. Model – schemat samej kobiety i objętych przez nią funkcji utrwalił się mocno na przestrzeni dziejów, a w Polsce przybrał wyrazisty, szczególny kształt przypominający nieomal archetyp. Taki jest nasz rodzimy „archetyp” idealnej kobiety – Matka Polka.

 

Ludzie więc w sensie samookreślenia i pojmowania swoich ról – w progresie dziejów nie zmienili się w szczególnie głęboki sposób. Ale same czasy, w jakich żyjemy – różnią się od minionych, zmieniły się; zmieniają. Ta płynność jest nieuchronna, gdyż zmiana jest jedyną wartością naprawdę constans. Panta rhei. Co więc wynikło dla Matek Polek z metamorfozy czasów? Czym różni się aktualna Matka Polka od swojego wyjściowego pierwowzoru?

 

Otóż – wcale się nie różni, i różni się diametralnie. Ta sprzeczność – jest jednak sprzecznością tylko z wierzchu, bowiem można ją nader łatwo wyjaśnić i uzasadnić.

 

Współczesna Matka Polka w przeciwieństwie do pierwowzoru – korzysta z dobrodziejstw techniki takich jak zmywarka do naczyń, pralka automatyczna itp. Prace domowe idą dzięki nim na pewno lżej i prężniej. Kobiety coraz częściej posiadają też prawo jazdy i na co dzień przemieszczają się samochodem. Jest to duże udogodnienie, ponieważ w czasie gdy mąż przebywa w pracy, współczesna żona może samodzielnie pojechać na większe zakupy, względnie odebrać skądś dzieci bądź zawieźć je dokądś itd. Jest więc bardziej mobilna, niezależna, samodzielna. Kobieta może już elastyczniej operować swoim czasem, a także więcej zależy typowo od niej. Nie musi wyczekiwać powrotu swego mężczyzny z pracy, zestresowana, że bez niego zupełnie nie mogła z czymś sobie poradzić. Nie musi wyczekiwać mężczyzny jak odgórnego zbawienia, od którego zależy życie jej lub dzieci. Jednak te wszystkie udogodnienia w rzeczywistości nie bardzo zmieniają sam przebieg domowych obowiązków. Przecież obiady nie ugotują się same, zakupy nie wypakują się z samochodu i nie zaniosą do domu bez pary ludzkich rąk, a podłogi również samoistnie się nie zamiotą i nie wypolerują. Większość kobiet nadal osobiście dba o załatwienie wszystkich tych sprawunków, niezależnie od etapu cywilizacji, ani od swojego statusu społecznego i finansowego.

 

Natomiast różnica między „kiedyś” a „teraz” – jest tutaj jedna i podstawowa. Dawniej Matka Polka zajmowała się po prostu tym wszystkim, co powyżej – i to była jej praca zawodowa. Ale obecnie kobiety dbają o rozwój swojej kariery w równym bądź zbliżonym stopniu, co mężczyźni. I mimo że nadal na liście swoich priorytetów na pierwszym miejscu stawiają męża i dzieci – nie chcą przy tym rezygnować z pracy zawodowej sensu stricte, a częstokroć jest to praca na cały etat.

 

I tak po powrocie np.: z biura, najczęściej po drodze robiąc zakupy, kobieta biegnie do domu, aby jak najprędzej się nim zająć. I urządzenia czasooszczędne w niczym tu nie pomogą. Czas przeznaczony na prace domowe z przyczyny podjęcia przez kobietę pracy zawodowej – skrócił się i skondensował do zaledwie paru godzin późnopopołudniowych czy wieczornych. Odtąd kobieta fruwa więc po domu z językiem wywieszonym do pasa, co dodatkowo powoduje jej frustrację.

 

Sęk nie tkwi jednak w tym, że współczesna Matka Polka jest zdana sama na siebie – w pewnym sensie identycznie jak dawny pierwowzór. Aktualnie mamy coraz więcej związków partnerskich, w jakich i kobieta, i mężczyzna tak pracują, jak i zajmują się domem oraz dziećmi. Wymieniają się przypisanymi im ongiś, a potem utrwalonymi po dziś, rolami. Chociaż – nie wymieniają się do końca – i w tym tkwi sęk potwierdzający, że zmieniły się czasy, które skłaniają nas do nowych zachowań, niemniej charakter człowieka i samoświadomość – nie zmieniły się prawie że wcale. Dlaczego?

 

Aktualne Matki Polki rzadko kiedy mogą doświadczyć pomocy w pracach domowych ze strony swych mężczyzn, mimo że w przeciwieństwie do poprzedniczek mają właśnie taką możliwość – nie mówiąc już o zupełnym przejęciu równej części prac domowych przynależnych dotąd kobiecie przez mężczyznę. Współczesne Matki Polki nadal urabiają sobie ręce po łokcie, a nawet przewyższając dawne poprzedniczki – nie dlatego, że mężczyźni przyzwyczaili się do tego i jest im tak wygodniej. Otóż to kobiety przyzwyczaiły mężczyzn do tego, że nie muszą w domu robić niczego – i choćby obecnie kłócili się oni ze swoimi kobietami, chcąc pomóc czy wyręczyć, to w większości nie zostaną do domowych obowiązków dopuszczeni. Dlaczego?

 

Dlatego, że kobiety przyzwyczaiły same siebie do bycia za tę sferę (domostwo) odpowiedzialnymi. Stąd nawet w czasach, gdzie można się tą odpowiedzialnością ze swoim partnerem podzielić – kobiety nadal żywią przeświadczenie, że one znają się na wszystkim lepiej i wykonają wszystko dokładniej. Tak więc jeśli zdarzy im się w zaciszu domowego ogniska chwila słabości, uronienia łzy i użalą się swojemu mężczyźnie, że tyle spoczywa na ich głowie, że są straszliwie zmęczone, wyczerpane – to w efekcie i tak nie pozwolą się swemu mężczyźnie z tej opresji wybawić. Kiedy kobieta płacze, że jest zmęczona i jest jej źle – mężczyzna myśli takimi kategoriami, jak ten stan zmienić. Jak naprawić, jak zmodyfikować daną sytuację, aby kobieta była zadowolona i szczęśliwa? Ale czy współczesna Matka Polka pozwoli mu na jakiekolwiek realne kroki? Nie pozwoli. A dlaczego nie? Bo w gruncie rzeczy ona nie chce jego pomocy, którą w pewien sposób gardzi – i choć może nie robi tego złośliwie, ani nawet intencjonalnie, po prostu przez epoki ucierania swojego własnego modelu, schematu – rzadko kiedy potrafi teraz od tego schematu odstąpić. W rzeczywistości więc współczesna Matka Polka nie umie lub podświadomie nie chce być szczęśliwa. Przywykła wzorem swoich poprzedniczek mylić nadmierną ofiarność i poświęcenie ze szczerym oddaniem – natomiast w przeciwieństwie do poprzedniczek, nie czuje się w wypełnianiu tego zadania spełniona. Jeśli więc współczesna kobieta płacze nad swoją sytuacją, to często po to, by wzbudzić współczucie i litość. Może też płakać z powodu utajonego pragnienia, by mężczyzna podziękował jej za ofiarność albo wyróżnił ją za ofiarność (w pewien sposób – udekorował).

Współczesnym Matkom Polkom w dalszym ciągu trudno przyjąć do świadomości, że kobieta nie posiada monopolu na żadną z domowych czynności, bowiem jak wszystkie inne czynności i obowiązki – sprostanie im przez poszczególnych członków rodziny zależy wyłącznie od ustalenia konsensusu. W istocie nie jest tak, że kobiety sprzątają, zmywają i piorą lepiej, lecz tak, że kobiety we wszystkim chcą być najlepsze i za takie się uznają. Ścigają się z mężczyznami nawet w sprawach tak nieważnych jak pranie skarpetek, uznając to działanie (np.: pranie) za swoje i tylko za swoje królestwo – ponieważ od wieków tak właśnie było przyjęte. Na przekór współczesnej samodzielności i rozwojowi pod względem kariery zawodowej – kobiety nadal nie mają zamiaru zrezygnować z bycia Matkami Polkami. A dzieje się tak dlatego, że nie chcą rezygnować z niczego – nie chcą spojrzeć na życie selektywne i często nie wiedzą, czego de facto chcą. Później – płaczą, czasami szantażują emocjami, a na pewno winę za swoje nieszczęście i przepracowanie zrzucają przede wszystkim na mężczyznę. Potem – zaawansowanym wieczorem, kiedy domostwo okraszone kobiecymi łzami błyszczy już i lśni we wszystkich kątach – z kolei wyłania się problem seksu. Tak, w tej sytuacji – problem. Bo rzeczywiście po długim dniu harówki na dwóch etatach (np.: w biurze i w domu) – ciężko zachować pewność siebie, poczucie bycia kobiecą i atrakcyjną, nie mówiąc już o prywatnej ochocie na seks i czerpania z niego przyjemności. Wszak w tych okolicznościach – byłaby to następna, trzecia już... praca – czyż nie? Tymczasem nie wypada współczesnej kobiecie przyznać się do przemęczenia w kontekście braku ochoty na seks – odwrotnie do tego, jak kiedyś nie wypadało jej przyznać się do ochoty na seks, gdyż wszelką przyjemność z tej funkcji życiowej przypisywano wyłącznie mężczyznom, za to całkiem odmawiano jej kobietom. Tak – czasy bez wątpienia się zmieniły. Teraz powszechnie i bez pruderii mówi się o tym, że kobiety są istotami równie seksualnymi, co mężczyźni. Ponadto aktualna kulturowość daje też kobietom prawo nie tylko do przyznawania się do swoich potrzeb seksualnych, ale też do głośnego, czytelnego manifestowania ich przed partnerem i śmiałego sięgania po swoją przyjemność w zgodzie z własnymi pragnieniami. Toteż współczesnej Matce Polce – nie wypada powiedzieć wieczorem, że nie chce kochać się z mężem, ponieważ nie ma na to siły. Gdyby zresztą przyznała się do tego, musiałaby przyznać również, że z własnej i nie przymuszonej woli przyjęła na siebie zbyt dużo obowiązków i odpowiedzialności – a w efekcie musiałaby z czegoś zrezygnować. A zrezygnować – z niczego nie może, nie umie, czy nie chce. Przecież założyła, że będzie idealna pod każdym względem. Dlatego właśnie do seksu podejdzie w tej sytuacji jak do trzeciej pracy – obok tej zawodowej i tej w domu. Dokąd to wszystko może prowadzić?

 

Być może wskutek tego kobiecego zagęszczenia, zawirowania i pogmatwania paru pojęć, czynności i obowiązków – ostatnimi czasy wyłonił się alternatywny do Matki Polki model kobiecości. Być może kobiety są już zmęczone nie tyle swoją historią, co samymi sobą – i stąd potrzeba przekucia kobiecości i związanych z nią ról w inną do Matki Polki strukturę, inną jakość, inny obraz.

I tak obok współczesnej Matki Polki, która oprócz męża, dzieci i domu rozwija karierę zawodową – wykształcił się nowy typ kobiety, który można określić mianem Eko-Mamy.

 

Ale o pojęciu „Eko-Mama” – w drugiej części tego materiału o kobietach.

Justyna Karolak

Ciąg dalszy nastąpi...

---