Jesteś tutaj: Home » Kultura » Felietony » Spowiedź kury domowej 

Spowiedź kury domowej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tytuł brzmi zabawnie, bo jakby się zastanowić to nie ma się z czego spowiadać. Żadnych butelek poukrywanych za książkami, żadnych monterów kablówki, bo od lat rękami i nogami bronię się przed posiadaniem telewizora. Nawet słodyczami się nie opycham, choć to i tak nie ma znaczenia, bo brak ruchu daje takie same efekty. Nuda i szarówa za oknem, storczyki kwitną jakby bez mojego udziału i tylko kot wymaga regularnego karmienia.

Budzę się o dziesiątej. Albo później. Nie muszę przecież wstawać, no chyba, że chodzi o zrobienie śniadania nieprzytomnemu MMŻ. To jakiś cel. Ale zwykle wymyka się cicho do pracy „żebym mogła pospać”. Budzę się i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Zaległości książkowe nadrobiłam już dawno, a ile można siedzieć na Facebooku? Jem, kąpię się, sprzątam i gotuję. Mój świat zamknął się w czterech ścianach. Powiecie – przecież tyle rzeczy się dzieje, można wyjść, zrobić coś. Można, owszem, tylko trzeba a) mieć pieniądze, b) chcieć przedzierać się przez zaspy i ślizgać się na podstępnych chodnikach. Ja nie chcę. Pieniędzy też nie mam.

 

Wydaje mi się, że zima to pora roku, w której człowiek jak wiele rozsądnych ssaków powinien zapadać w sen zimowy i przesypiać śnieżyce, nieczynną komunikację miejską i nieprzyzwoicie niskie temperatury. A jeśli nie przesypiać to w pełnej zgodzie z prawem siedzieć, spożywać zapasy, obrastać w tłuszcz, który wraz z pierwszymi promieniami słońca stopnieje jak śnieg i książki czytać. A najważniejsze, by wszyscy robili tak samo. Najważniejsze, bo w sytuacji gdy jedni tak robią, a inne zimoodporne cyborgi bawią się wtedy na imprezach powstaje zgrzyt jakiś, ten dysonans poznawczy, myśl niezdrowa, że jednak wbrew zdrowemu rozsądkowi człowiek powinien być gdzieś tam, socjalizując się, zamiast cieszyć się domowymi pieleszami.

Protestuję i na zimę zaszywam się pod kocem z zapasem herbaty, książką i radiem. Obrastam w tłuszcz, gardzę aktywnością fizyczną i ludźmi, którzy twierdzą, że rower zimą równie dobry jest jak wiosną. Albo haftuję. Haft to taka piękna forma marnotrawienia czasu, na którą kiedyś panny miały go aż za dużo, a teraz trzeba być zawodowcem żeby się haftowaniu oddawać. A co! Haftować będę. Serwetki, albo inne majtki czy obrusy na wypadek swojego ewentualnego zamążpójścia. Albo znajdę sobie inne zajęcie, równie niepraktyczne i staroświeckie, by pokazać, że trzeba zwolnić i czasem pomarnować cenny czas w taki właśnie sposób, żeby pomyśleć...

A to, że znów piszę... to chyba niezawodny znak, że idzie wiosna i trzeba się za te hafty jak najszybciej zabrać, bo niedługo szmery rowery, imprezy i socjalizacja. I tylko ten tłuszcz nie topnieje w słońcu ;).

Anna Kaznodziej

---