Jesteś tutaj: Home » Kultura » Publicystyka » W obronie Piotrusia Pana 

W obronie Piotrusia Pana

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pośród różnych postaci w literaturze skrzywdzonych przez psychologów, najpoczytniejsze miejsce zajmuje niewątpliwie Piotruś Pan. Psychologowie  z entuzjazmem miętoszą tę postać nadając jej wciąż nowe cechy i dopisując do jego katalogu przestępstw coraz to nowe przejawy jego Piotrusiowatości

Piotruś Pan stał się również istotą zastępczą, chłopcem do bicia dla współczesnej pseudo-intelektualnej populacji dziennikarek i dziennikarzy, aby pod jego postacią ostatecznie rozprawić się z mitem mężczyzny typu „macho” ale jednocześnie z typem „wiecznego chłopca”. 

W ten sposób stał się czarna legendą psychologii - opowiadającą o mężczyźnie, który nie chciał dorosnąć. Postacią odpowiadającą za wszelkie negatywne skutki cywilizacyjne, jakie przynosi ze sobą życie w społeczeństwie. W społeczeństwie które jeszcze nie sformułowało swego "auto da fe" 
Co więcej, a to już zupełnie straszne, nie chce wziąć odpowiedzialności za życie innych otaczających go osób. 

 

Jednak ażeby postać Piotrusia była poprawna politycznie, ostatnio coraz częściej przyznaje się prawo do bycia Piotrusiem również kobietom. Zabawne jest to, że nasz sfeminizowany świat nazywa przypadłość psychologiczną polegającą na sztuce bycia szczęśliwym „dzieckiem – dorosłym”  imieniem Piotruś również dla damskiej wersji tegoż zjawiska - a przecież mamy także kobiecą wersję literacką, czyż Pipi Pończoszanka nie byłaby jakąś propozycją? 

Postać Piotrusia wisi nad naszym społeczeństwem niczym jego potworne alter-ego, Joker. Joker dorósł wbrew swej woli, i musiał podołać światu, jakim go zastał, i to właśnie Joker jest postacią, którą można wywołać do odpowiedzi zamiast niewinnego Piotrusia Pana - wciąż demonizując tą postać. 

 

Pod pewnymi względami jest znacznie bezpieczniej posługiwać się w naszej landrynkowo idiotycznej pop -kulturze modelem Piotrusia Pana niż Jokera. Bezpieczne i przecież sympatyczniej, w końcu, takie sympatyczno - milusie i jeszcze do tego wynikające z troski, jest załamywanie rąk nad biednym "szczęśliwym" Piotrusiem, bo temu biedakowi trzeba przecież uzmysłowić dopiero, że jest nieszczęśliwy, bez psychologii by się tego nie dowiedział - czy to nie tragiczne? 

Piotruś zaginiony na swojej wyspie pełny marzeń i ideałów, bohaterski i marzycielski pełen mitologii i fantazmatów i Piotruś naszych marzeń, jak bardzo różnią się te dwie postacie? Czego tak naprawdę boimy się w nim? Czy boimy się w nim „innego”, czy może boimy się gdzie powędrują myśli tego niezdyscyplinowanego umysłu? 

Przyjrzyjmy się Einsteinowi geniuszowi ubiegłego wieku.
Oto jego własna autobiograficzna notatka dotycząca okresu młodości:
 
Dla moich rodziców nie oznaczało to jednak końca kłopotów, ponieważ dość długo nie chciałem mówić. Zdania na ten temat były podzielone, specjaliści twierdzili, że jestem opóźniony w rozwoju i wygadywali na ten temat niestworzone rzeczy. Ja twierdzę inaczej i chyba wiem lepiej. Nie próbowałem mówić przed ukończeniem trzeciego roku życia, gdyż świadomie chciałem ominąć etap gaworzenia i zacząć od razu formułować pełne zdania. 
Mojej wersji przeczy list napisany przez babcię Jette. Po jej wizycie którą, złożyła nam, kiedy miałem trzy lata napisała: ,,Był taki grzeczny i kochany, bez przerwy wspominamy jego zwariowane pomysły". Ale, w jaki sposób miałem niby przekazywać te zwariowane pomysły, skoro nie potrafiłem jeszcze mówić? Przecież to po prostu nie mieści się w głowie

A oto jego okres wczesnej młodości w szkole:

Dwa lata później poszedłem do szkoły. Nauczyciele nie podzielali opinii mojej matki, że jestem cudownym dzieckiem. Uważali mnie za dziwoląga i odludka. Rówieśnicy dziwnie na mnie spoglądali – do nie wykazywałem najmniejszego zainteresowania sportem. Przecież to było takie nudne! Do nadawanych mi określeń przybyło jeszcze jedno: tępak. Dlaczego? Otóż nie potrafiłem uczyć się na pamięć. Była to dla mnie bezsensowna metoda nauki. Wcale nie rozwijała umysłu, powodowała otępienie. Jednak nauka na pamięć była wymagana przez szkołę i musiałem sobie jakoś radzić. Za złe odpowiedzi nauczyciele karali uderzeniami w kostki. Nic przyjemnego, możecie mi wierzyć. 
Zawsze byłem indywidualistą – lekceważyłem wszystko, co mnie nie interesowało. Po co uczyć się czegoś co jest nieciekawe? Gdy jednak coś mnie zainteresowało, potrafiłem zajmować się z zegarmistrzowską cierpliwością i precyzją. Pamiętam, jak budowałem domki z kart. Cierpliwie układałem je, dopóki nie osiągnąłem imponującej wysokości 14 pięter. Moja siostra była baaardzo zaskoczona. Ale to tylko taki przerywnik. Po dwóch latach podstawówki zainteresowałem się naukami logicznymi – matematyką i łaciną. Z innych przedmiotów byłem beznadziejny.

 

A biorąc pod uwagę jego perypetie rodzinne, starszą opiekuńczą żonę, dwójkę porzuconych dzieci, w tym jedno z schizofrenią - czy to było odpowiedzialne? Dodam jeszcze, że żona jego była wybitnym matematykiem i pomagała mu przy opracowywaniu wielu teorii, tym niemniej porzucił ją, dla drugiej, tym razem "dzwoneczka" . Wiecznie zagubiony na swojej Nibylandii w każdym momencie gotów szukać w krokodylu zegara by pobawić się czasem, uznawany na uczelni, na której wykładał za nienormalnego przez przełożonych – czy był odpowiedzialny ?

 

I tysiące po prostu, tysiące anegdot o Piotrusiu Einsteinie Panu 
- człowiekowi, który wstrząsnął umysłami świata na 100 lat do przodu. 

Powiedzcie kochani, kto by nas zabrał do Nibylandii gdyby udało się nam go wyleczyć. 
Pytanie czy udałoby się nam go wyleczyć? 
Myślę, że udałoby się nam go zniszczyć. 

Pamiętajmy też innego Piotrusia Pana, czy raczej właśnie Jokera tamtych czasów, Hitlera ,który szedł przez Europę. Czyż nie przypominał bardziej Jokera czyż nie był tym co naprawdę jest naszym strachem przed genialnością, urokiem i wdziękiem Piotrusia Pana. Hitler potrafił być ujmujący i był niesłychanie kulturalnym człowiekiem, zawsze nienagannie ubrany i zawsze pod opieką jakiejś „Wendy”. Niewątpliwie też był "geniuszem", nie tak jak zwykły morderca Stalin, Hitler był idealistą, który wprowadzał swoją Nibylandię w życie. Kogo boimy się bardziej „Piotrusia Pana” czy „Jokera”?

 

Piotruś Pan Naukowiec



Piotruś Pan żeglując po swoich morzach przygód nie zawsze ma czas na realny kontakt z życiem, często nie zdaje sobie sprawy z przepisów i z ograniczeń - dlatego dokonuje fantastycznych odkryć, nie zdaje sobie sprawy, że nie można tego problemu rozwiązać, tak określił to Einstein.

A oto przykłady na  Piotrusiów Panów epoki 
 

Andrzej Turowicz, profesor matematyki, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, wykładający na Politechnice Lwowskiej, opowiadał, że:

Banach, mimo, że nie skończył studiów wyższych, to uzyskał tytuł doktora, jednak w sposób nietypowy. Banach, pracujący już na uniwersytecie w Lwowie, był autorem wielu doniosłych rezultatów. Kiedy , zwracano mu uwagę że powinien wkrótce przedstawić pracę doktorską, odpowiadał lekceważąco, że ma jeszcze czas. Twierdził, że będzie miał jakiś lepszy pomysł na doktorat. W końcu jednak jego pracodawcy przyciśnięci przepisami, znaleźli rozwiązanie - ktoś spisał jego najnowsze rezultaty, co zostało uznane za znakomitą pracę doktorską. Przepisy wymagały jednak również egzaminu. Pewnego dnia mimochodem zaczepił go na korytarzu kolega: "Czy mógłbyś wpaść do dziekanatu, są tam jacyś ludzie, którzy mają pewne problemy matematyczne, a ty na pewno potrafisz im wszystko wyjaśnić". Banach udał się, zatem do wskazanego pokoju i chętnie odpowiedział na wszystkie pytania, nieświadom tego, że właśnie zdaje egzamin doktorski przed komisją specjalnie w tym celu przybyłą z Warszawy.
 

Newton – postać pomnikowa, historyczna i epokowa, prywatnie był upierdliwym kłótliwym i złośliwym gnomem, histerycznie walczącym o prawo pierwszeństwa do różnych odkryć. 
Podczas egzaminu Newton zadał pewnemu studentowi pytanie:- Proszę mi powiedzieć, dlaczego Ziemia się obraca? Spanikowany student wyjąkał: - Ja... ja wiedziałem, panie profesorze, ale zapomniałem i nie mogę sobie „przypomnieć”. - Nieszczęsny człowieku! - zawołał wielki uczony - na całym świecie pan jeden wiedział dlaczego Ziemia się obraca i właśnie pan musiał zapomnieć. 
O stopniu jego zainteresowania sprawami pozanaukowymi - świadczy anegdota, że jako członek brytyjskiej Izby Lordów raz tylko zabrał głos, prosząc o otwarcie okna.
 

Jan von Neumann geniusz o skłonnościach autystycznych, obdarzony wyjątkowymi zdolnościami matematyk węgierski; Jako cudowne dziecko wykazał geniusz matematyczny. Mając 6 lat dzielił w pamięci liczby ośmiocyfrowe. W wieku 8 lat znał już rachunek różniczkowy i całkowy. Jego rodzice zaniepokojeni tak wczesną fascynacją matematyką, próbowali początkowo odciągnąć syna od tej "niepraktycznej" dziedziny.
Oto przykład na kompletne niezrozumienie Piotrusia Pana dla potrzeb typowo ludzkich
- Przepraszam, profesorze von Neumann. Czy mógłby mi pan pomóc w pewnym problemie rachunkowym? - Dobrze kolego, byle szybko. Jestem bardzo zajęty - odparł von Neumann - Mam kłopot z tym zadaniem. - Spójrzmy... Po krótkiej chwili słynny matematyk stwierdza - Odpowiedź brzmi dwa pi do potęgi piątej. - Wiem panie profesorze, bo rozwiązanie jest na odwrocie. Mam problem jedynie z dojściem do takiego wyniku -odparł student - Dobra, pokaż mi to jeszcze raz - zgodził się von Neumann Po krótkiej pauzie stwierdza - Prawidłowa odpowiedź to dwa pi do potęgi piątej. Sfrustrowany już nieco student - Ale ja znam odpowiedź. Chciałbym po prostu wiedzieć, w jaki sposób rozwiązać to zadanie... Zniecierpliwiony von Neumann zakończył - Nie rozumiem, o co ci już chodzi kolego, przecież przy tobie rozwiązałem to zadanie na dwa różne sposoby!
 

Karl Heisenberg - Był jednym ze współtwórców mechaniki kwantowej, laureat Nagrody Nobla z dziedziny fizyki w roku 1932 za fundamentalny wkład w stworzenie mechaniki kwantowej . Był także ważnym filozofem nauki, pozostającym pod wpływem platonizmu i neokantyzmu.
Po dokonaniu odkrycia miał wypowiedzieć następującą myśl: "Miałem uczucie, że patrzę przez powierzchnię zjawisk atomowych na leżące pod nią podłoże o zadziwiającej wewnętrznej urodzie... "
Oto co odpowiedział patrolowi policyjnemu który go zatrzymał za przekroczenie przepisów dotyczących szybkości- Czy wie Pan z jaką prędkością Pan jechał?!? - pyta policjant. - Nie, ale wiem gdzie jestem - odpowiedział Heisenberg.
Heisenberg jest również twórcą tzw. teorii nieoznaczoności.

Nibylandia Piotrusia Pana - Tesli odleciała w rejony których parametry są dla nas już chyba poza wymiarami
Jak często bywa z geniuszami, Tesla miał mnóstwo dziwactw: nie znosił kobiet noszących perły, nie mógł dotykać czyichś włosów. W hotelach unikał pokoi i pięter, których numery dzieliły się przez trzy, a w restauracjach domagał się dużej liczby serwetek i sam polerował nimi sztućce. Liczył filiżanki, talerze, schody, obliczał ciężar i objętość spożywanych posiłków. Ciągła "burza mózgu" uczonego doprowadziła go do skrajnej wrażliwości na różne bodźce. Latająca mucha raniła jego uszy, a łóżko tak mu trzeszczało, że Tesla zamontował w nim amortyzatory. Żył samotnie w hotelach. Z wiekiem coraz bardziej dziwaczał i stawał się zapomniany. Bardzo lubił gołębie. Z tego powodu Tesla miał kłopoty, ponieważ wabił je do pokojów hotelowych i karmił je na swoim stole.

Na zakończenie tylko dwie anegdoty o Einsteinie ze względu na niezwykłą ponadczasową popularność tego Piotrusia Pana
W początkach naukowej kariery Alberta Einsteina pewien dziennikarz spytał panią Einstein, co myśli o swoim mężu. - Mój mąż to geniusz! On umie robić absolutnie wszystko, z wyjątkiem pieniędzy. 
Einstein Na jednym z ekskluzywnych party z udziałem znanych osobistości, młoda gwiazdeczka zadała Einsteinowi pytanie: - Jak pan sądzi, profesorze, czy nie powinniśmy razem spłodzić dziecka? Miałoby moją urodę, a pański rozum. - Obawiam się, droga pani, że mogłoby być odwrotnie... - odpowiedział słynny uczony.


Leonard Jaszczuk

 


 

Podręczny słownik terminologiczny:

Piotruś Pan (ang. Peter Pan, Peter Pan and Wendy) – powieść autorstwa szkockiego powieściopisarza i dramaturga Jamesa Matthew Barriego, w Polsce znana także pod tytułami Przygody Piotrusia Pana oraz Piotruś Pan i Wendy.

Pierwotnie Barrie napisał sztukę teatralną pod tytułem Peter Pan, pierwszy raz wystawioną w 1904. W 1911 Barrie zaadaptował ją na powieść, której nadał tytuł Peter Pan and Wendy

Barrie stworzył Piotrusia Pana na potrzeby historii, które opowiadał synom Sylvii Llewelyn Davies, należącej do grona jego najbliższych przyjaciół, a imię postaci jest połączeniem imienia najmłodszego z chłopców, Petera oraz greckiego boga lasów i pasterzy Pana. Kiedy Sylvia zmarła na raka parę lat po śmierci swego męża, Barrie został jednym z oficjalnych opiekunów ich synów.

Postać Piotrusia Pana pierwszy raz pojawiła się w druku w 1902 roku, w książce zatytułowanej The Little White Bird, fabularyzowanej historii przyjaźni Barrie’ego i dzieci Llewelyn Daviesów, której wątki wykorzystano potem w popularnej sztuce teatralnej zatytułowanej Peter Pan, or The Boy Who Wouldn't Grow Up (Piotruś Pan, czyli o chłopcu, który nie chciał dorosnąć), która miała swą premierę sceniczną w Duke of York’s Theatre w Londynie 27 grudnia 1904.

W 1906 roku fragment The Little White Bird z Piotrusiem jako głównym bohaterem opublikowano pod tytułem Peter Pan in Kensington Gardens (Piotruś Pan w Ogrodach Kensingtońskich) z ilustracjami Artura Rackhama. Później Barrie zaadaptował sztukę na powieść wydaną w 1911 roku pt. Peter Pan and Wendy.

Głównym bohaterem jest tytułowy Piotruś Pan, psotny chłopiec, który nie chce dorosnąć. Piotruś, znakomity szermierz, spędza swe niekończące się, pełne przygód dzieciństwo na wyspie Nibylandii, przewodząc grupie Zaginionych Chłopców. Powieść zawiera elementy fantastyczne: Piotruś posiada pewne magiczne zdolności (np. potrafi latać), a do jego przyjaciół zalicza się wróżka Dzwoneczek. Głównym antagonistą Piotrusia jest Kapitan Hak.

Książka Piotruś Pan i Wendy uczyniła J. M. Barriego jednym z najpopularniejszych pisarzy Wielkiej Brytanii pierwszej połowy XX wieku. W 1929 roku Barry przekazał wszystkie prawa do Piotrusia Pana szpitalowi dziecięcemu Great Ormond Street Hospital, sprawiając, że odtąd wszystkie zyski ze sprzedaży książki będą wpływać na konto szpitala. W 2004 roku Szpital zezwolił na napisanie kontynuacji Piotrusia Pana, ogłaszając konkurs na zarys fabuły i próbny rozdział nowej części. Spośród pisarzy z całego świata zwyciężyła brytyjska pisarka Geraldine McCaughrean. Tak powstała książka Piotruś Pan w czerwieni.

 

Kompleks Piotrusia Pana (Syndrom Piotrusia Pana) − postawa mężczyzny charakteryzująca się ucieczką od dorosłości, brakiem dojrzałości, unikaniem zobowiązań i odpowiedzialności.Piotruś Pan to żądny przygód marzyciel, chłopiec skupiony na sobie, niezdolny do budowania trwałych więzi, oczekujący od partnera lub partnerki postawy matkującej (opiekuńczej, pobłażliwej, niewymagającej).Określenie syndromu Piotrusia Pana nawiązuje do tytułowego bohatera książki Jamesa Matthew Barrie Peter Pan (1904).

Piotruś Pan, Mały Książę, chłopczyk z głową w chmurach. Bardziej niebezpieczny, bo trudniejszy do rozpoznania. Nie sepleni i nie zdrabnia wyrazów. On po prostu nie dojrzał psychicznie, a to o wiele trudniej zauważyć.

- Piotruś Pan to syndrom nigdy nie dojrzewającego chłopca. Wiele zaczyna, niewiele kończy, wiele obiecuje, mało dotrzymuje. Mimo wielkich możliwości nie może znaleźć odpowiedniej pracy. Wymyka się kobietom, które go kochają. Jako dziecko zjadał najpierw krem, a potem tort. Dzisiaj też mu się to zdarza - pisze Jacek Santorski. Psychologowie wymieniają kilka symptomów, które pozwalają rozpoznać wiecznego chłopca:


- potrzeba wiecznego odprężenia się, które wywołuje np. nadmierny pociąg do alkoholu;
- nieustająca chęć zabawy;
- szukanie miłosnych przygód potwierdzających jego wartość;
- nadmierna fascynacja sportami ekstremalnymi oraz drogim sprzętem;
- zawieranie przyjaźni na "śmierć i życie", choć tak naprawdę nigdy nie interesuje go druga osoba;
- powierzchowne traktowanie swojego związku;
- strach przed podejmowaniem planów na przyszłość;
- ucieczka w świat fantazji i marzeń.

Zdaniem psychologów taka osoba potrafi przede wszystkim ranić. Jest egoistą, dla którego własne szczęście i dobre samopoczucie są najważniejsze.

Jak się z tym walczy?
 Czy z syndromu Piotrusia Pana można wyrosnąć, czy potrzebna jest raczej pomoc specjalisty? Czasem wystarczy rozmowa z kimś bliskim, kto uświadomi nam, że dawno już wyrośliśmy z pieluch. Czasem sytuacja życiowa zmusza nas do podejmowania dorosłych decyzji i stawienia czoła wyzwaniom (rodzi się dziecko, umiera ktoś bliski, tracimy pracę). Przyparci do muru, dorastamy. Czasem jednak tylko psycholog potrafi przekonać Piotrusia Pana, że życie to zdecydowanie coś więcej, niż tylko bujanie w obłokach.

 

Joker

postać fikcyjna pojawiająca się w komiksach firmy DC Comics oraz filmach związanych z postacią Batmana.

Joker jest socjopatycznym przestępcą, wykazującym skrajną pogardę dla życia ludzkiego. W okresach, gdy nie przebywa w zamknięciu w murach Zakładu dla obłąkanych przestępców Arkham popełnia liczne zbrodnie, wielokrotnie mordując. Przestępstwa często mają charakter rozgrywki pomiędzy nim a Batmanem, którego Joker traktuje jako swoje nemezis. Do popełniania zbrodni używa często zmyślnych gadżetów, takich jak tryskające kwasem ozdoby, skomplikowane ładunki wybuchowe czy miny-pułapki, ale nie gardzi też rękoczynami i narzędziami takimi jak noże czy łom. Jednym z wynalazków Jokera jest trucizna o nazwie "Jad Jokera". Trucizna ta silnie działa na ośrodki mózgu, odpowiedzialne za mimikę i śmiech; podrażniając je, wywołuje u poddanego działalności gazu wielki, sardoniczny uśmiech, a po niedługim czasie śmierć. Joker venom może miec postać gazu, jest bezwonny, rozpuszcza się w wodzie i ma różnoraki kolor, w zależności od stężenia: od bezbarwnego, przez zielonkawy do beżowego. Oprócz tego używa także "joy buzzera" - elektrycznego paralizatora naręcznego, mogącego z łatwością spalić  lub porazić prądem  przy dłuższym kontakcie osobę trzymającą rękę Jokera..

za wikipedią

---